Już wiedziała, co chce zrobić i co osiągnąć.Cel nie był prosty, ale z pewnością warty zachodu.W Świecie Smoków panowała jeszcze noc, głęboka i czarna jak obsydian, ale niebo błyszczało w pełnym blasku, świecąc jaśniej niż księżyc.Fantazyjne wzory z galaktyk i mgławic zdobiły nieboskłon wprawiając w zachwyt każdego, kto je zobaczył.Jednakże nie to się teraz liczyło.Trzeba było lecieć za Ostre Góry, przebić się przez śnieżyce i zamieci by dotrzeć na miejsce.Śnieg i grad mogą pociąć skrzydła Burzy, ale po za tym nie ma żadnych przeszkód.
Co powiedzieć?Co zrobić?Głową władała póki co determinacja i wściekłość, więc mało było tam miejsca na myślenie.Yagrit -teraz zwykła graczka, kiedyś bohaterka.Tak będzie, bo tak sobie przyrzekła.Obejmie grupę graczy, i razem stawią czoła Ramonesowi i systemowi.To nie będzie kolejne pokolenie powłok bez ciała, graczy uwięzionych w pułapce.To będą młodzi anarchiści i rewolucjoniści.Nie Malarze Losu czy inne ofiary.Właśnie oni zmienią ten świat, i będą go strzec.Względnie zarządzać.
Smok pokonał kłęby ostrych gradobić, chmury zamieci i wichry śnieżyc bez większych problemów.Spoza śnieżnego chaosu powoli wyłaniała się siedziba alfa testerów.Na początku kolosalna grota, miejsce stacjonowania gadów.Dalej ognisko, pieńki do siedzenia, duży, dębowy stół.A wszystko wypełnione ciepłem i śmiechem.Co w środku skał?Tego jeszcze nie wiedziała.Burzo, daj głos.Zawiadomimy ich.Zwierzę ryknęło, przecinając przestrzeń, i zaczęło kotłować skrzydłami, przymierzając się do lądowania.
Gdy Burza opadł na grunt i z dumą rozłożył skrzydła strasząc pozostałe gadziny, oni już tam byli.Nie zaskoczeni kolorem smoka, ani samym jej przybyciem, ale źli.Cholerna złość malowała im się na twarzach.Niełatwo będzie wkupić się w ich rzędy.
-Kruszyna przyleciała, kto by się spodziewał.Ten dureń nie dał ci blokady?Byliśmy przekonani, że do nas więcej nie zawitasz. -powiedziała obojętnym głosem.Jednak u Koszki zawsze dawało się wyczuć nutę irytacji i wkurzenia w ramach dodatku do wszystkich uczuć.- O cokolwiek nas prosisz, nasza odpowiedź brzmi:nie.Nie chcemy bezużytecznej kruszynki.Nawet takiej z granatowym smokiem.
-Krążki nie są zbyt trwałe.Z pewnością wiesz co to jest.Pan Ramones z tego co wiem lubi nakładać blokady. -rzuciła poły płaszcza przed kobietę.- Zawartość, jak widzisz, pokaźna.Nie interesuje mnie co do kogo należy.Niszczcie sobie co chcecie.Mam tylko jedną prośbę:chcę do was dołączyć.
-Oh, moja słodka, naprawdę myślisz, że tym się wkupisz w nasze szeregi? -cmoknęła bez uznania- Jesteś żałosna i bezczelna, że w ogóle śmiesz prosić.Wiesz kim my w ogóle jesteśmy?!Wiesz, że nas zabili?A może to dla ciebie zbyt dużo informacji?W głowie masz pusto, prawda.Ale czy tej pustki jest na tyle, aby...
-Dosyć, głupia krowo, bo ci utnę jęzor.
Te słowa wypowiedziała urocza dziewczyna o mysich włosach.Była niska, miała oczy w kształcie migdałów, pełne usta i bladą cerę.Nie wysoka, nie niska.Miała na sobie dobrze skrojone szare szaty, gdzieniegdzie przyobleczone futrem jakiegoś północnego zwierzęcia.
-Zamknęłabyś się czasem, Koszko.Gadasz za dużo i za głupio."Kim my jesteśmy?!", tak?My z pewnością kimś, ale ty jesteś nikim.Urządzasz tylko burdy i bijatyki.Mielesz językiem jakby się coś swędziało.Możesz być liderką przez zastraszanie i wywieranie presji, ale to ci nic nie daje.Nieskromnie, ale prawdomównie -to ja tu jestem liderką.I dopóki tak jest, żadne ścierwo w szatach bordo nie będzie się rządzić. -spojrzała na Yagrit.- Wybacz za moją głupią siostrę.Nazywam się Gwyneth, potocznie Gwyn, czy jak tam kto chce.Kim jesteś i co się tu sprowadza?
-Yagrit, jedna z beta testerów.Chciałabym dołączyć do was.
-Powiem tak: kolor twojego smoka, czyli czerń -nie tak jak błędnie oceniła to Koszka-granat, to, że odcięłaś Ramonesowi 3/4 płaszcza zdobywając wszystkie blokady, no i w końcu to, że się wyrwałaś za Ostre Góry -naprawdę robi wrażenie.Jednakże nie zrozum mnie źle, ale nie możesz do nas dołączyć.Dopóki jesteś na smyczy systemu nie ma mowy o jakichkolwiek kontaktach z nami, o współpracy nie wspominając.Spróbuj kiedy będziesz śmiertelna.
-Gwynnie, moja droga siostrzyczko -zaczęła Koszka- Jest jeden problem.Bo widzisz, ta panienka już u nas była.I, pechowo, zdążyłyśmy umówić się na pojedynek w dniu śmiertelności.Wiesz, jak to ze mną bywa...nasza kruszynka może już wtedy nie żyć.
Roześmiała się głośno z wyraźną pogardą w głosie.Ogonek graczy, który przyszedł wraz z nią również wybuchnął gromkim śmiechem.
-Albo kruszynka zabije ciebie. -te cztery słowa odbiły się echem w grocie, zamykając usta nawet Koszce.Gwyneth obróciła się, zamiotła futrzanym płaszczem i zniknęła w głębi skał.Na podążenie za nią trzeba będzie sobie zasłużyć.Ale do tego czasu z pewnością uda mi się zabić jej durną siostrę.
-No cóż, panowie i panie, nie było to zbyt ciepłe spotkanie ale wierzę, że kiedyś nam się lepiej ułoży -powiedziała Yagrit wsiadając na smoka- Życzę wam wyzwolenia się spod uroku Koszki, bo jedyne co tworzycie teraz to chodzący ciemnogród.Tak naprawdę to tylko banalna iluzja, słaba i wątła.Otwórzcie szerzej oczy, a wam przejdzie.
Już widać, że sztuka iluzji nie idzie jej najlepiej.A to dobrze dla mnie. -pomyślała, przecinając kłęby śniegu.Oprócz tego jednego pozytywu nie było nic więcej pocieszającego.Alfy odrzucili, no, może bardziej -przełożyli- rozważenie zgody na moje dołączenie.Czy nie lepiej byłoby stworzyć swoją własną...ligę?stowarzyszenie?bractwo?Jedynymi, którzy by się dołączyli to Elvis i Sarah, może ta stuknięta elfka, choć w to szczerze wątpiła.Potencjalnie mamy bractwo.Co dalej?Cholera, w więzach systemu nic nie można zrobić!W tym momencie przyszła jej do głowy bardzo ważna myśl.
Smok leciał z zawrotną prędkością wpadając w chmury lodu, śniegu i co tam jeszcze się kryło.Jego rogi wraz z łuskami na głowie, piersi, barkach i skrzydłach były zdrowo oszronione.Czuła, że cała jej twarz również jest pokryta tworami lodowymi.Gdy smok padł na grunt, zeskoczyła cicho jak kotka.Iluzja:ukrycie.Znikła.Teraz nie można było jej dostrzec.Gad również zniknął, jednak nie materialnie, a w zamieciach.Ostrożnymi, miękkimi krokami ruszyła w głąb skał.
Na samym początku, tuż przy wejściu znajdował się przedsionek w kształcie półokręgu.W nim były cztery korytarze prowadzące teoretycznie -wszędzie.Nad każdym z nich była litera.Od lewej:W,L,J,Z.Pomyślmy...nazwa miesięcy?Z pewnością nie.Dni tygodnia także odpadają.W,L,J,Z...Wiosna, Lato, Jesień, Zima! Teraz mamy następny problem: którym iść? Już miała ruszyć w wiosnę, ale coś ją powstrzymało.
Litery zaczynały się zamieniać miejscami, strzepując z siebie proch skalny, i skacząc co raz szybciej i szybciej.Kiedy w końcu ich ruch ustał, a w głowie się kręciło, wszystko było na odwrót:wiosna tam gdzie zima, lato tam gdzie jesień, jesień tam gdzie lato a zima tam gdzie wiosna.Sztuczka mimo iż wydawała się skuteczna, nie mogła stanowić problemu dla maga iluzji.Owy trik miał zmusić do myślenia osobę, która się tu znalazła -czy wcześniej to była iluzja, czy teraz?- w gruncie czego strażnicy zdążyli przybiec i zatrzymać tego, kto tu stał.Yagrit bez wahania weszła w korytarz z literą "Z", by trafić w wiosnę.Brzmi przewrotnie, ale to właściwy adres.
Tunel był prosty, bez pułapek, haków, przejść i wejść.W środku nie było ani jednej pochodni.Źródłem światła było wyjście.Na razie przypominało scenę rodem z katolickich głów -śmierć, pójście w stronę światła, potem czyściec i inne brednie.Za tym światłem kryło się coś znacznie piękniejszego.
Ostre Góry to ohydna otoczka w porównaniu z tym, co się tu kryje.Zaskakująco przypomina mi to człowieka.Z zewnątrz brzydki, zły, wredny, ale wewnątrz może kryć się coś przepięknego.Zupełnie jak tutaj.
Wszystko miało barwę soczystej zieleni.Pąki kwiatów póki co tylko nieśmiało wyglądały gdzieniegdzie, ale to nie odbierało uroku pięknej dolinie.Słońce grzało przyjemnie, i wiał chłodny wiatr.A ja zostawiłam Burzę zupełnie samego na tym chłodzie!Burzo, słyszysz mnie? -starała się maksymalnie skupić, ściskając kawałek diamentu w dłoni.Ten zaczął się świecić stopniowo co raz jaśniej i jaśniej, wypełniając dłonie Yagrit bladoniebieskim światłem.-Proszę cię, nie marznij.Chodź do mnie.Prześlizgnij się do środka, wejdź w pierwsze drzwi po lewej.W wiosnę.Będzie tam iluzja, ale daj jej się skończyć.Wejdź tam, gdzie na początku była litera "W".Wierzę w ciebie, smoku.
Imię zobowiązuje.Burza nigdy nie bywa zbyt delikatna, ani się nie dostosowuje.Po prostu ciska piorunami, sprowadza deszcz i chmury.Tak samo gad wielkości dorosłego dragonoida wbił się między skały, rozkruszając je na kawałki i dewastując większą część przejścia.
-No, smoku, pora na przygodę.