sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 9

     Dostałam blokadę.Nie mogę wychodzić po za Ostre Góry.Cholerny Ramones, mam ochotę go strzelić w twarz.Gdy się dowiedział, był naprawdę wkurzony.Obawiam się, że zrobił coś Płomykowi, który wczoraj wyciągnął mnie z opresji.Jeżeli coś mu zrobił, rozoram mu to wymuskane oblicze."Przegrany" -tak określiła go Koszka.Rudy w balladzie śpiewał coś innego, zupełnie innego.Czyżby był jakiś podział?Jeżeli tak, to z pewnością nieoficjalny, ponieważ Płomyk siedział razem z resztą przy palenisku.Starczy szarpania nerwów.
     Wraz z Burzą zlecieliśmy w dół.Gad ryknął, przecinając ciszę wzgórz.Pal ten cholerny,zakłamany świat!Pal to wszystko! -wykrzyczałam to mimowolnie.Nagle poczułam ogarniające mnie ciepło.Z każdą sekundą było co raz bliżej.Z paszczy smoka nastąpił nagły wyrzut ognia.Płomienie wylewały się nieustająco.Gdybym się nie ocknęła, pewnie cały ten świat poszedłby z dymem.Połowa ogromnego lasu pod Ostrymi Górami stanęła w płomieniach.Z pośród drzew wyłaniały się stada dzikich zwierząt uciekające przed żywiołem.
-Przekonajmy się, jak polujesz, Burzo. -krzyknęłam, próbując przedrzeć się przez hałas lasu, zwierząt i ognia.
     Smok złożył skrzydła, i zaczął pikować w dół.Przytrzymałam się nogami jego masywnej szyi, rozłożyłam ręce na boki i zadarłam głowę do góry.Wiatr przeciskał się między rogami, gwałtownie obmywając łuski od karku aż po ogon.Nieboskłon był coraz dalej i dalej, aż wpadliśmy między korony drzew.Zające, sarny i jelenie pierzchały szybciej niż przed ogniem.Nagle gad uderzył w ziemię.Przebiegłam po czole przeskakując diament i omijając oczy, po czym zeskoczyłam na grunt.Burza dopadł srebrnego wilka.Wszystko byłoby dobrze, gdybym nie spojrzała mu w ślepia.
     Były w wyraźnym, fioletowym kolorze.Zupełnie jak...diament na szyi.
-Puść!- krzyknęłam do smoka, i podbiegłam do czworonoga.
     Jego ciało było już rozorane przez zęby gada.Srebrne futro przybrało barwę szkarłatną, a trawa wokół niego była zalana krwią.Oddychał głośno przez mały, czarny nos.Uszy skulił do tyłu.Cały drżał.
-Ja...przepraszam.Już wiem kim jesteś.Kim byłeś...Wybacz mi, proszę.Czy tylko ty zostałeś
zmieniony w wilka? -zwierzak smętnie przesunął głową w górę i w dół, drżąc z bólu.- Dobrze...dziękuję.I przepraszam jeszcze raz. -przysunął głowę do ciała, i zamknął oko na parę sekund.- Jak mogę w ogóle przepraszać?Powinnam sobie uczynić to samo co tobie...
-Tildecarag. -wysyczał Malarz Losu, i zasnął na zawsze.

                                                                               ***
     Wszystko zaczynało być jasne.Już wszystko prawie się układało.Ale musiał dojść nowy wątek.Czym jest Tildecarag? Może to jakieś pozdrowienie, wybaczenie, modlitwa? Może nazwa grupy, znaczące hasło, miejsce?
-Nic nie rozumiem.Naprawdę nic, Burzo. Gdybyś tylko mógł mówić, wszystko byłoby prostsze.
     Smok mocniej zacisnął skrzydła wokół jej ciała.Ogień pod skałą płonął, a drewno wesoło trzaskało.Iskry fruwały w górę i w dół, zataczały koła lub w nagłym podmuchu wiatru zmieniały kierunek.Niebo jak zwykle było piękne, usiane galaktykami i mgławicami gwiazd.
-Ciężko uwierzyć, że to klatka, prawda?
     Jak zwykle przybył znikąd.Prosty, czarny płaszcz ze skóry, miecz na plecach i rozwiane, brunatne włosy.Yagrit spojrzała tylko na niego, i z powrotem zaczęła przyglądać się płomieniom.
-Gri, wiem, że dowiedziałaś się sporo.Wiesz już, co was czeka, i co przydarzyło się wszystkim testerom bez wyjątku.Wiem też, że spotkałaś dziś Malarza Losu.Zanim spytasz...nie mogę ci powiedzieć, co to jest Tildecarag.
-Nie potrzebuję cię do tego.Sama znajdę odpowiedź na to pytanie.Chciałabym wiedzieć coś innego.Jesteś Ramonesem z hymnu Płomyka, czy ze słów Koszki?
     Jego twarz wygięła się w przelotnym grymasie, ale chwilę potem jak zwykle wrócił spokój.
-Zdania są podzielone.Powiem ci, ale będziesz musiała za to zapłacić.
-Pańskie oczy zdradzają wszystko, panie Ramones. -dało się już czuć nieprzyjemne napięcie- Mam ci to wyrecytować?
-Pamiętaj, w tym świecie za wszystko się płaci.Chyba wiesz już czym.
-Zmienny, och, bardzo zmienny.Za zmiany się również płaci. -zaczęłam- Szukasz nowej ciemnej
masy, bo stara przejrzała na oczy, co? Zabawne, myślałam, że grymas z przed chwili był wszystkim na co cię stać.Nie łap za rękojeść miecza, nie radzę.
- Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale zanim tu trafiłem byłem od ciebie wyżej w rankingu. -zaśmiał się, i wyciągnął broń.- Potem na wysokościach utrzymywały mnie inne czynniki, ale to nie ma znaczenia.
-Szkoda, Ramones, że jesteś taki ślepy.Patrzysz co jest za przeszkodą zanim ją przeskoczysz.
-Szkoda, Yagrit, że jesteś taka nieruchliwa -powiedział, wbijając ostrze głęboko.- Myślałem, że będziesz dobrym materiałem na powiernika tajemnic i kompana do podróży.Zaraz gra cię wyloguje.Do rychłego zobaczenia.
- No, zdania są podzielone.
     Iluzja, którą przed chwilą wykonałam, rozprysła się w drobny mak.Oszołomiony Ramones był pozbawiony 3/4 płaszcza, krążka z moją blokadą, i części rozumu.Siedział na ziemi gapiąc się przed siebie bez celu.Obok leżał lśniący, niezbroczony krwią miecz.Spływała po nim tylko iluzja.
-Wiesz, bardzo pomysłowy z ciebie chłopak.Miło, że nie umiesz rozstać się ze swoimi wynalazkami.Ciekawie zaprojektowane, zapisane. -rzuciłam przedmiot na ziemię i roztrzaskałam butem- Musisz tylko popracować nad wytrzymałością.
     Kucnęłam przed nim, i poklepałam go po policzku.
-Mówią, że oczy są oknami duszy.Otwórz czasami te swoje okna, co? -zaśmiałam się- Burzo, lecimy.Za Ostre Góry, oczywiście.

piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 8

     Pierwsze, co zrobiłam po wylądowaniu, to wylogowałam się.Nie wiadomo czy zamkną nas tu już na początku miesiąca czy w środku.Nie wiadomo ile czasu dadzą nam na napisanie fabuły.Mam nadzieję, że będziemy ostatnimi Malarzami Losu.Jestem ciekawa, co przygotuje dla mnie Płomyk jutro wieczorem.
     Wstałam z łóżka i udałam się do stołówki na poziomie -1.Po za kilkoma ludźmi porozrzucanymi po kątach było tu całkiem pusto.Wzięłam tacę i zaczęłam komponować danie tak wyszukane, że nie ma opcji by pojawiło się w Świecie Smoków.Na talerzu wylądowały krewetki tygrysie, mięso pawia, sajgonki, sałatka hawajska i inne tego pokroju przysmaki.
     Jedząc, zaczęła mnie zastanawiać pewna rzecz -skoro Ramones jest alfa-testerem, to jakim cudem znajduje się w tym świecie?Wiadomo, że zabito ich ciała, a umysły zatrzymano w grze.Może jego jedynego tak zostawili, żeby, no nie wiem, kontrolował jakąś część gry z tego wymiaru?Drugą opcją był hologram.To by wytłumaczało dlaczego materializuje się "znikąd".Moja głowa była już wszystkim przeładowana.Trochę strachem, trochę odpowiedzialnością za beta testerów, którzy obecnie chodzą za Ramonesem jak przedszkolaki.To wszystko było równie ciekawe jak przerażające.Odłożyłam pusty talerz i udałam się do pokoju.
     Wszyscy tak słodko spali, pogrążeni w innym wymiarze.Głucho, cicho.Nikt nie przypuszcza, że to miejsce stanie się miejscem mordu.Mam nadzieję, że zabiją nas w sposób humanitarny.Na przykład podłączą nas do kroplówki z trucizną, albo wcisną kulkę w potylicę.Kto będzie tym, który przekaże nam wiadomość o śmierci ciał?Nie myśląc więcej o tym okropieństwie założyłam okulary, i weszłam do innego wymiaru.

***
     Tutaj już świtało.Nie mogłam doczekać się wieczoru, w którym to być może dowiem się nowych, przydatnych rzeczy.Teraz już wiem, że łażenie za Ramonesem się nie opłaca.Zagwizdałam na smoka, który spadł z nieba jak piorun przecinający ciszę przed burzą.
-Dopóki sam nie wyjawisz mi swojego imienia, będziesz Burza.Będę odmieniać wszystko po męsku, a imię dostaniesz babskie.W końcu nie wiem, czyś chłop czyś baba, Tego mnie mentor nie nauczył.Dziś lecimy dalej niż szare góry.
     Smok zaryczał -chyba na znak zadowolenia, ale nie jestem pewna.Będę musiała poznać jego ciało, duszę, umysł i zachowania.Zobaczę co lubi jeść, gdzie jest jego słaby punkt, czy lubi drapanie za uchem...Na razie wiem tyle, że jest wierny i kochany.Ciekawe, czy posiada jakieś dodatkowe moce.Mam tyle do odkrycia.
     Za szarymi górami było mniej pięknie, niż na naszej polance.Wszystko było pokryte śniegiem w różnym stopniu.Przebywając w obrębie zieleni zupełnie zapomniałam, że tu także panuje zima.To, co znajdowało się przede mną było tak ogromne, że nie nazwałabym tego tylko górami.To były kolosy.Wyższe od ziemskiego Mont Everest co najmniej dwa razy.Między nimi znajdowała się równie ogromna nizina.Zupełnie płaska, bez żadnych wzniesień.Idealna pod całkiem spore miasto.
     Przelecenie przez góry okazało się niemożliwe tego dnia.Za ostatnim z kolosów, tuż nad mniejszymi górami rozpętała się śnieżyca.Wiatr o sile huraganu zdmuchiwał smoka z toru lotu, a ja nie miałam serca go tak męczyć.Czy to początek miłości do gadziny?Byłam tak szczelnie owinięta płaszczem jak tylko mogłam, a mimo to było mi zimno.Nagle Burza zamruczał cicho, i zwrócił łeb w lewo.
-Co jest? -pomyślałam.Równie niespodziewanie jak przed chwilą, smok rzucił się w górę tak szybko, jak było to możliwe.Musiałam mocno chwycić się jednego z rogów, by nie spaść.Już miałam na niego krzyknąć, jednak nie zrobiłam tego.
    Pod nami przelatywało kilkadziesiąt gadów w różnych kolorach.Widok był niesamowity.Nie myśląc wcale, wzięłam rozbieg i skoczyłam na dół z nadzieją, że w jakiegoś trafię.Zerknęłam na Burzę.Jego oczy wyrażały niedowierzanie i litość.Uśmiechnęłam się by wiedział, że wszystko jest ok.
     Spadłam na czarnego gada.Ja to mam szczęście w tej grze.Same węgle mi się trafiają.Proszę, nie zarycz, proszę, nie zarycz.Wyczuwałam jakieś dziwne połączenie między mną a tym gadem.Gdyby smok wydał choć minimalny dźwięk, byłoby już po mnie, a tego bym raczej nie chciała.O dziwo tego nie zrobił.Byłam owinięta wokół jego ogona i starałam się nie spaść.Chowałam się między jego rogami.To było naprawdę spore zwierzę.Serce biło mi jak szalone, gdy smok obok zaczynał się zbliżać łbem do tego gada.Pasażerowie na gapę zawsze mają przerąbane.
     Gdy dotarliśmy do celu, nie mogłam się ruszyć.Moje ciało zwyczajnie zamarzło.Ruszać mogłam jedynie głową, która nie zamarzła mi od ciągłego machania nią i szczękania zębami.Jakimś cudem udało mi się zgiąć obie nogi.Skoro dotarłam aż tutaj, nie będę siedzieć w miejscu tylko dlatego, że lodowacieję.Zeskoczyłam z ogona i udałam się na krótkie rozeznanie w terenie.Smoki gromadziły się wokół gigantycznego paleniska.Poruszałam się w ich cieniach tak, by mnie nie widziały.Mam nadzieję, że mają mordy oblepione śniegiem.Podczas przechodzenia pod jednym z zielonych smoków nadziałam się delikatnie na coś ostrego.Wyciągnęłam rękę za siebie, i bez paniki zaczęłam badać przedmiot.Jak na lód jest to zbyt ciepłe, a jak na róg smoka zbyt śliskie.Więc zostało tylko jedno.
-Myślisz, że nie rozstawiamy straży przy smokach, co koleżko? No już, ściągaj ten kaptur, albo cię przekłuję. -to powiedział głos tuż za mną.Co robić?Zgrywać jednego z...nich? Czy może od razu powiedzieć prawdę.Po prostu ściągnę ten cholerny kaptur i się obrócę.
     Mężczyzna -nie, raczej chłopak, zrobił dość krzywą minę, gdy zobaczył moją twarz.Był ode mnie znacznie wyższy, ale włosy miał tak samo długie jak ja, a może nawet dłuższe.Przez chwilę wydawał się bardzo sympatyczny, jednak z powrotem wygiął twarz w grymasie, i mówił dalej.
-Coś ty za jedna?Z jakiego oddziału jesteś?Co ty tu w ogóle robisz?A z resztą, pogadamy sobie przy palenisku.Zobaczymy, czy ogień zapłonie krwawą barwą.
Śmiesznie.Przecież nie mogę tu umrzeć.Moja jedyna śmierć to wylogowanie.Uśmiechnęłam się więc, i poszłam przed siebie z mieczem przy plecach.
     Przy wspomnianym wcześniej palenisku stał duży, zastawiony jedzeniem stół i porozrzucane pieńki.Wszystko to obsiadywali ludzie -więksi, mniejsi, kobiety i mężczyźni w różnym wieku.Każdy trzymał kufel piwa w ręku.Wygląda na to, że byli właśnie w środku biesiady, albo jakiegoś spotkania.Wyglądali całkiem przyjaźnie, śmiejąc się i rozmawiając.Na mój widok wszyscy ucichli.
-Hej, Koszka, znasz tą jedną? -krzyknął chłopak za mną.Koszką okazała się wysoka, dorosła kobieta ubrana w bordową suknię tak samo przeciętą na udach jak moja spódnica, w szare futro i liczne skórzane dodatki.
-Czemu jej nie spytasz kim jest? -odpowiedziała.- Nie widziałam jej nigdy wcześniej.Pewnie to nic nie warte nowe beciątko, które nie jest niczego świadome.I tak nie dasz rady jej zabić, bo na razie jest nieśmiertelna.Wyrzuć ją na śnieg, jak zmądrzeje to się wyloguje.Gdzie masz smoka, złotko?A może przegrany Ramones jeszcze wam nie kazał łapać gadzin?
-Jest zbyt młody, żeby tu przylecieć.W takich huraganach to by mu skrzydła rozerwało.
-Pewnie jest biały jak śnieg.Widać, żeś nic nie warta. -na słowa kobiety wszyscy ryknęli gromkim śmiechem.- A może chcesz się przetestować?
Wiem, czego oczekuje.Chce, żebym teraz się zatrzęsła ze strachu, odmówiła, i uciekła w te pędy.
-Chętnie -odpowiedziałam z cwanym uśmieszkiem- Ale to grozi dewastacją waszej siedziby.
Siedzący wokół ludzie umilkli.Odezwał się tylko jeden z nich.
-Daj jej spokój, Koszka, widać przecież że zmieciesz ją raz dwa.
To był Płomyk.Miły, rudy chłopak.Pewnie to tutaj miał mnie zabrać.Zaskoczenie wymalowało mi się na twarzy -tak czułam.
- Nie odpuszczam nigdy.Ten, kto raz mnie wyzwał, wyzionął ducha, i dobrze o tym wiecie.-kobieta powiedziała to wyniosłym głosem, po czym podniosła ton jeszcze bardziej.- Za dwa miesiące, gdy staniesz się śmiertelna, zmierzymy się pod ostrymi górami w wyznaczonym przez mnie miejscu.Nie przyjmuję odmowy. -przesunęła ręką w powietrzu, i po chwili przed moją twarzą pojawił się napis: "Pojedynek #3 (Koszka vs Yagrit) -24.03.21- Czy akceptujesz?"
"AKCEPTOWANE".

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 7

     Płomyk -bo tak się zwał chłopak- okazał się bardzo sympatycznym rudzielcem.Zaśpiewał mi balladę jeszcze raz, abym się dokładniej wsłuchała.Nadal mi nie wytłumaczył jej znaczenia, ale robiliśmy postępy w rozmowie.
-Droga Yagrit, opowiem ci teraz legendę.Chciałbym, abyś zapamiętała to wszystko. -zaczął- Dawno, dawno temu, w świecie marzeń wielu osób panowała pewna rodzina królewska.Na tronie zasiadał wszechmocny król.To on nadawał wszystkie nazwy miastom, wioskom, rzekom, górom.On mówił co i gdzie ma być zbudowane.Jednakże w ich świecie brakowało poddanych, kogoś, kto by to wszystko zamieszkiwał i z tego korzystał.Wybrał więc tysiące osób z innego świata i je tu sprowadził.Oczywiście mogli od czasu do czasu wracać z powrotem do siebie.Król był bardzo dobrym człowiekiem, więc wszystkim żyło się dobrze.-odchrząknął-Pewnego dnia na ten świat spadła wielka choroba, która zabiła całą rodzinę królewską z wyjątkiem króla, który przebywał obecnie w innym miejscu.Zrozpaczony władca wpadł w szał, i zamknął bramy świata.Uznał, że skoro jego rodzina nie żyje, to tutaj nie ma prawa być żadnej rodziny.I tak zlecił najlepszym magom w świecie zapieczętować dusze mieszkańców tak, by nie mogli wrócić do swego świata.Każda próba powrotu kończyła się śmiercią w obu światach, i każdym innym wymiarze.Ludzie wariowali, uciekali, zabijali się chcąc powrócić zamiast zostać.I tak oto na świecie króla zostali nieliczni samotnicy.Ogłupiały władca nazwał ich Malarzami Losu i kazał zniszczyć świat i stworzyć nowy, o innej nazwie, ale na tym samym terenie, po czym sam się pozbawił życia...
-Nie przerywaj.Mów mi dalej. -chłopak spojrzał na mnie niepewnie, ale kontynuował.
-Po stworzeniu nowego świata nastało panowanie nowego króla.Wybrał pięćdziesięciudwóch szczęśliwców, i zaprosił do świata, jednakże kazał im mieszkać u siebie w królestwie w innym wymiarze przez trzy miesiące.Przez dwa mogli robić co im się żywnie podoba bez konsekwencji, ale w trzecim miesiącu coś się zmieniło.Na samym początku trzeciego, ostatniego etapu mieszkania u króla wezwał on tajemniczego maga, którego imienia nikt nie zna.Ów mag uśmiercił ciała ludzi w innym wymiarze i zapieczętował je w tym.To znaczy, że każdy kto chce opuścić ten świat, rozpłynie się w eter, i słuch o nim zaginie.Około roku później, król zaprosił dwudziestu jeden szczęśliwców, z którymi stanie się to samo, choć nie wiadomo, jaki los zmalują.To jest niekończąca się legenda, Yagrit.
     Dopiero teraz zrozumiałam wszystko.Zabiją nasze ciała, ale umysły zostawią tutaj, w Świecie Smoków."Choć nie wiadomo, jaki los zmalują"-te słowa odbijały mi się echem w głowie.To MY jesteśmy kolejnymi Malarzami Losu.Po trzecim miesiącu ma być wprowadzona gra do sprzedaży, czyli jesteśmy ostatnim elementem fabuły gry.Projekt śmierci...Skrót DITW-Dragon Inter World Technologies, albo Die In This World.To przerażające.Złapałam się za głowę i skuliłam.Umrę.Umrę.Umrę.
-Yagrit, musisz być silna.Musisz przygotować się na to, co cię czeka.Wiem, że przyszłaś do tego świata z zachwytem w oczach, ale rzeczywistość jest inna.Jeżeli jutro tu przyjdziesz o tej samej porze, zaprowadzę cię w jedno miejsce.
-Płomyk, czemu jesteś taki miły?
-Jeżeli jakaś gadzina mnie nie zabije przy najbliższej okazji, to będę żył tu wiecznie.Są plusy i minusy tego świata. -zaśmiał się.
     Uśmiechnęłam się, zarzuciłam kaptur na głowę i szybko wstałam.Ta rozmowa rozjaśniła mi wiele rzeczy w głowie.Mam nadzieję, że nowa znajomość potrwa trochę dłużej, bo chłopak wie naprawdę sporo.Może uda mi się uratować choć część ludzi z tego koszmaru.Ale póki co niech żyją w iluzji bezpieczeństwa i zachwytu.
-Młody, nachyl no rogi.Lecimy.
     Wzbiłam się w powietrze.Tej nocy coś we mnie pękło.Nie miałam już potrzeby rozgromienia wszystkich słabeuszy i numeru pierwszego.Miałam potrzebę by uchronić ich wszystkich przed śmiercią, a potem zapanować nad światem i uwolnić wszystkich Malarzy Losu.Pewnie mają teraz ze sto lat na karku.Rok w normalnym świecie równa się miesiącowi w tym świecie.Za trzy miesiące będę miała dwudziestkę na karku.To chyba odpowiedni wiek, żeby zacząć robić coś ze światem w którym utknę.
Uśmiechnęłam się przez łzy, i poszybowałam dalej.

Rozdział 6

     Było o wiele chłodniej niż wczoraj.Ściemniało się co raz szybciej, a na polanie wciąż nikogo nie było widać.Opatuliłam się szczelnie płaszczem z niedźwiedzim futrem i przywarłam do głowy smoka jeszcze bardziej.Zimne powietrze opływało nasze ciała ześlizgując się szybko w dół.Obróciłam się na plecy, by obejrzeć niebo.Było tutaj naprawdę niesamowicie.Zamiast pojedynczych gwiazd są wielobarwne galaktyki ozdabiające niebo jak kamienie szlachetne."Dostałeś item od gracza: Ramones!" -cichy pisk rozległ mi się w uszach mącąc ciszę."Masz wiadomość!" -kolejny pisk."Wypij to.Jest zimno.".Tak brzmiała treść.Zajrzałam do itemów.Była tam mała, przezroczysta fiolka z pomarańczowym płynem w środku, podpisana "Wzrok Drakenii".Choć niechętnie, to wypiłam.Przyjemne ciepło rozlało mi się po ciele.
     Latałam nad zboczem gór w tą i z powrotem, zataczając ogromne koła.Nic nie zapowiadało, że beta testerzy wraz z Ramonesem zaraz się tu zjawią.Okolica była bardzo pociągająca, a zalana ciemnością stawała się tajemnicza.Czarny, leć na góry przed nami.Nic się nie stanie jak się trochę oddalimy.Smok nakreślił delikatny łuk w lewo, i polecieliśmy.Narzuciłam kaptur by w razie czego włosy nie zdradziły mojej obecności.
     Szczyty, na które lecieliśmy, były szare, ostre, spiczaste i zupełnie pozbawione drzew czy śniegu.Wznosiliśmy się to tu, to tam, sprawdzając co gdzie jest.A ja chciałam więcej, i więcej.Mogłabym tak latać bez umiaru badając ten świat.Wyląduj na najwyższym czubie.Smok oplótł się wokół skał i pozwolił mi zejść.Poszłam się porozglądać pieszo co, gdzie i jak.
     Na szarzyznach panowało kompletne pustkowie, ale wydawało mi się to bardzo pociągające, tak samo jak reszta Świata Smoków.Jedynym dźwiękiem był oddech gada, moje kroki i wiatr.Schodziłam co raz niżej i niżej po stromym zboczu gór, rozglądając się na wszystkie strony.Mój słuch był teraz wyczulony jak nigdy przedtem.Nagle tuż nade mną przeleciał orzeł i wydał głośny dźwięk, wytrącając mnie z równowagi.Chcąc się skulić nieuważnie postawiłam nogę na ruszającym się kamieniu.Moja stopa ześlizgnęła się z niego, i runęłam w dół koziołkując aż do najbliższych krzaków.Cholera, zaklęłam w myślach.Całe ciało mnie bolało, a twarz pewnie była cała w kurzu, piachu i ziemi.Ręce miałam równie czyste jak podeszwy butów.Gdy już miałam się obrócić, moją uwagę przykuło coś, czego tu jeszcze nie widziałam.
     Pod jedną ze ścian paliło się ognisko.Niemożliwe jest, żeby mieszkał tu jakiś smok -na tych skałach nie ma miejsca na porządne legowisko, ale z drugiej strony niemożliwym jest, żeby inne zwierzę to rozpaliło.Drakenię trzeba wykreślić, bo jest tu zbyt zimno.Ze smokowatych mógłby uczynić to jakiś samotny dragonoid mieszkający w lesie...Wychyliłam głowę zza krzaków i oniemiałam.
     Człowiek?Mężczyzna siedział pod skałą zupełnie sam.W rękach trzymał banjo.Wygląda na to, że miał zamiar grać i śpiewać.Nie myliłam się.Już po chwili do moich uszu zaczęły dochodzić ballady...

Zabili nas, otruli nas,
W paszczę smoka wrzucili.
I tak właśnie jest być alfa testem, moi mili.
La la lai, la la lai...
Uwięzieni w iluzji,
kontaktu ze światem brak,
jedynym, który nas uratuje, to Ramones brat.
La la lai, la la lai...
Wśród zgliszczy gadzin
 będziemy żyć, nic już nas nie uratuje,
nic.
La la lai, la la lai...
Rozsypani w złudzeniu,
strzegący ziem,
będziem grać hymn ten.
La la lai, la la lai...

     O czym on mówił?Uwięzieni w iluzji?Złudzeniu?Mimo iż nie do końca rozumiałam, słuchałam dalej.

Bez ciała, bez życia
Dusze w runy zaklęte,
Pomrzemy tutaj przez gady napadnięte
La la lai, la la lai...
Zabrali nam dom,
 zabrali rodziny,
Teraz przyszło nam czekać na nasze godziny.
La la lai, la la lai...
Czar pryśnie wraz z drakenii końcem,
Pomrzemy ogrzani słońcem
La la lai, la la lai...
Rozsypani w złudzeniu,
strzegący ziem,
będziem grać hymn ten.
La la lai, la la lai...

     Zafascynowana pieśnią do granic możliwości wyłoniłam się zza krzaków.Odrzuciłam kaptur z głowy, wyrzuciłam włosy na wierzch okrycia i popatrzyłam się chłopakowi prosto w oczy.Był bardzo zdziwiony moją obecnością.Patrzył się jakby zobaczył cud świata.
-Opowiedz mi o tym, o czym śpiewasz.
Chłopak zamiast cokolwiek odpowiedzieć tylko zagwizdał.Z nieba spadł ogromny, pomarańczowy dragonoid z pomarszczoną skórą na skrzydłach.Widać spracowany i stary.Ja również zagwizdałam.Nad moją głową zakotłował skrzydłami czarny smok.Ląduj.Gad posłusznie wykonał polecenie.
-Zakryj nas skrzydłami, młody. -powiedziałam głośno.Wkrótce jedynym źródłem światła było ognisko, a wokół roztaczała się gruba, nieprzepuszczalna zasłona.- Opowiedz mi o tym, o czym śpiewasz.
   

Rozdział 5

-Już drugi techniczny dzień, co?
     To Ramones.Jak zwykle przybył znikąd.Położył się obok mnie na trawie.
-Tak, leci szybko.Ale czas spędzony tutaj jest bezcenny.Czekam na tą złotowłosą dziewczynę, która próbowała mnie dzisiaj zmieść ze smoka.Za punkty zdobyte w porannym pojedynku podwyższyłam sobie skille skoku i siły.Łuk kontra miecz, to będzie coś.
-Mam nadzieję, że szybko to rozegracie, inaczej będziemy musieli przełożyć zdobywanie towarzyszy na jutro.Oprócz tego zaplanowałem zabrać was na nocne latanie.
"Masz wiadomość!"
"Wstań i obróć się.Czekam."
-No, Ramoś, czas na mnie.
     Złotowłosa była ubrana praktycznie cała na zielono.W ręku trzymała pozłacany łuk, a na plecach miała kołczan do pary z pokaźną ilością strzał.Popatrzyła mi się prosto w oczy, po czym odwróciła głowę w stronę swojego gada na znak, że mam dosiąść mojego.Zmierzyłam ją dokładnie wzrokiem.Elfie uszy, długie włosy, zielony ubiór i ten rodzaj broni.Mamy całość.
     Zagwizdałam na mojego czarnego smoka.Wierna gadzina jak zwykle nadstawiła rogów bym mogła wsiąść.Poklepałam duże łuski, i kazałam mu przybrać dominującą postawę.Nie bez powodu.Gad elfki był dragonoidem, więc był mniejszy.Dobrze byłoby go zrazić rozmiarem przeciwnika.Ten na początku niepewnie drgnął, ale chwilę potem zrobił to samo.Przeciągnęłam ręką w powietrzu, i utworzyłam bitwę.
"Pojedynek #2 (Hayley vs Yagrit) START!".A więc to tak się zwie moja cicha przeciwniczka.
     Zwierzęta poszybowały w górę.Czarny zamiatał skrzydłami jak opętany, tworząc fale powietrza mające wytrącić mniejszego dragonoida z lotu.Elfka wyciągnęła pierwszą strzałę, i nałożyła na cięciwę.
-Młody, zmuszaj gada do zataczania kół, ale go nie atakuj.Będę skakać z rogów.
     Wspięłam się na najwyższy z nich, wyciągnęłam miecz i skupiłam się.Elfy to dumna rasa, zawsze wykonują wszystko z precyzją i nie tolerują chaosu w czymkolwiek.Zawsze robią wszystko z gracją i w nienagannym stylu.Trzeba więc będzie wprowadzić wszystkie elementy przez nie znienawidzone.
     Złotowłosa wypuściła pierwszą strzałę.Obojętnie odbiłam ją na bok i rzuciłam się na jej gada.Podczas lotu Hayley zafundowała mi serię petardowania.Z trudem odbijałam każdą ze strzał, ale trafiłam w końcu na cielsko zielonego zwierzęcia.Elfka skakała równie zwinnie jak sarna, i była szybka jak gepard.Nie sposób było dosięgnąć ją mieczem.Ale dziesięć mieczy to już coś innego.Czas ponownie wkroczyć w sferę iluzji.Ofiara złapała haczyk.
     Dziewczyna przerażona ilością broni umykała jeszcze szybciej.Jej możliwości z każdym krokiem co raz bardziej się wyczerpywały.Ja poruszałam się wolno po okręgu, by szła tak samo jak ja.Gdy iluzja się skończyła, Hayley była mocno zdyszana.Każda z nas miała pełny pasek HP.Tylko ja byłam odprężona, a ona wręcz przeciwnie.Smoku, zmyl dragonoida i podleć go od tyłu -przekazałam mu w myślach- Zeskoczę na ciebie, odbiję się, i jednym ciosem zmiotę elfkę.
-Przyznaję, jesteś znakomitą przeciwniczką.Idealne uniki, prędkość godna geparda.Każda z nas ma pełny pasek.Dalsza walka nie ma sensu. -trochę oszukanych pochlebstw nikomu nie zaszkodzi.Elfka uśmiechnęła się, i opuściła łuk.Zadziałało.Ta rasa uwielbia słyszeć o swoich uzdolnieniach.
     Cofnęłam się do krawędzi ciała zwierzęcia, i jakby mimowolnie skoczyłam w dół.Moja bestia podleciała zgodnie z poleceniem.Skumulowałam skille na odbiciu, i wystrzeliłam w górę po drugiej stronie.Naiwna, słodka dziewczynka była kompletnie rozluźniona, bez żadnej obrony.Patrzyła jak daleko spadłam.
-Ya grit tte! -krzyknęłam głośno, i spadłam na nią jak lawina.-500 HP.Potem nie czekając zafundowałam jej serię cięć.Ciosy zadawałam w nakręconym szale.Dziewczę opadło bez sił.Wyzerowałam jej HP w mgnieniu oka.Dyszała ciężko wbijając wzrok w zielone łuski.Podniosłam jej brodę mieczem do góry.
-Nadal spragniona stali?Przysięgam, że jak jeszcze raz wymierzysz we mnie strzałę, zaszlachtuję cię na miejscu.
"Pojedynek #2 (Hayley vs Yagrite) WYGRANA:Yagrite"
     Tak głosił napis na niebie, które zaróżowiło się ostro.Rozprawiłam się z tą dziewczyną w dwie godziny.Mam nadzieję, że nie zawiodłam Ramonesa.Przeskoczyłam na łeb mojego smoka i zanurkowałam.Świetnie się spisał.Wylądowaliśmy tuż przed zgrają beta testerów.Jak zwykle miękko i z klasą.
-No, możemy przejść do wybierania towarzyszy. -powiedziałam dziarsko.
-Mamy zrobić to wszyscy razem, a popatrz w jakim stanie jest Hayley. -uśmiechnął się przepraszająco mentor.Zielony dragonoid okrywał skrzydłami umęczoną elfkę.- Musimy to przełożyć na jutro.
Rozległy się pomruki niezadowolenia.
-Nie przejmujcie się, w zamian polecimy dziś na nocne loty.Mam nadzieję, że każdy dogadał się ze swoją gadziną.Wylogujcie się i idźcie na kolację.
Dziewiętnaście rąk przesunęło się w powietrzu.Dziewiętnaście postaci znikło.
-Nie idziesz?
-Nie mam ochoty jeść.Polatam trochę. -powiedziałam, i poszłam w stronę czarnego smoka.- Lepiej ogarnij tą biedaczkę.
I odleciałam.

środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 4

     Wszyscy już siedzieli w stołówce na poziomie -1 kończąc obiad.Panował tu niezły gwar i ruch, nie to co na początku dnia.Byłam dosyć zaspana, choć nie powinnam.Idąc po jedzenie przecierałam oczy ze zmęczenia.Łapanie smoków było naprawdę męczące dla mózgu, mimo tego, że okulary międzywymiarowe są świetnie skonstruowane i działają bez zarzutu.
     Podeszłam do lady z jedzeniem.Co by tu wziąć?Ryż, warzywa, mięso...
-Hej, Yagrit przyszła! -ktoś krzyknął.Zaraz potem rozległy się nawoływania: "Chodź do nas!" albo "Usiądź z nami!".Ignorując ich wszystkich wzięłam obiad i ruszyłam w kierunku Elvisa i Sahary.Siedzieli w towarzystwie jakiegoś chłopaka.To nie Ramones.Gdzie on może być?
-Gri, to co ty wyczyniałaś z tym gadem było niesamowite! Trochę sporo czasu ci to zajęło...ale złapałaś czarnego!Czarny, rogaty, z kryształem na czole! -powiedział Daniel.Odruchowo złapałam się za szyję, w miejscu, gdzie powinien być kryształ.
-Myślałam, że jest granatowy a nie czarny.Gdyby nie moja ślepota to bym go nie wzięła. -uśmiechnęłam się.
-Ja także jestem pod wrażeniem.
     To był ten chłopak, który dotychczas siedział cicho.Kasztanowe włosy, markotne oblicze.
-Ferah jestem.Ty jesteś tą Yagrit z początku rankingu ogólnego? -kiwnęłam głową- Jedyna dziewczyna w pierwszej dziesiątce.Moje gratulacje.
-Ah Ferciu, zawsze jesteś taki smutnawy! -odezwała się Saharah-  Rozchmurzże się człowieku, bo wprowadzasz grobowy nastrój.Gri, nie przejmuj się nim.
-Nie będę się nim przejmować dopóki nie obniży mojego HP w grze o sto punktów za jednym zamachem. -powiedziałam z przekąsem.
-Wyzwanie przyjęte.Piąty szermierz w grze nie może się równać z drugim szermierzem.
     Zaskoczył mnie.Nie przypuszczałam, że to dwójka.
-Dobrze, numerze drugi.Ale będziemy walczyć jak władcy smoków.W powietrzu.

***
     W Świecie Smoków był ranek.Chłodny, orzeźwiający.Słońce świeciło a na niebie nie było ani jednej chmurki.Ci, którym jeszcze nie leżały postacie, wciąż się gimnastykowali i robili ćwiczenia.Nikt nie miał przy sobie smoka z wyjątkiem mnie i Feraha.Badałam ciało swojego gada bardzo dokładnie.Ten stał nie wzruszony.Nagle -jak zwykle z nikąd- pojawił się Ramones.
-Witam państwa w drugim dniu technicznym tego świata.Państwo Yagrit oraz Ferah będą mieli ten zaszczyt sprawdzenia jak działają gadziny, bronie i HP.Wy skończcie się gimnastykować, i obserwujcie.Po bitwie przydzielimy wam towarzyszy.Numer drugi i piąty, zapraszam na pole bitwy.Reszta pod drzewo, i się patrzeć.
     Miałam na sobie mój tradycyjny strój bojowy.Lekka peleryna obszyta niedźwiedzim futrem, brązowa koszulka na ramiączkach odsłaniając brzuch, czarna spódnica przecięta wzdłuż ud, skórzane kozaki.Wokół ramion oplecione koraliki i amulety, a na głowie linka trzymająca rozpuszczone włosy.Na plecach ciążył mi miecz.
     Ferah był ubrany mniej spektakularnie.Zwykły, czarny, skórzany płaszcz, lniana koszula i brązowe spodnie, a na tym fragmenty siatki zbrojnej.Miecz miał u boku.Wierzę, że to wszystko jest praktyczniejsze niż faktycznie wygląda.
-Podejdźcie do mnie, no już.Zatwierdźcie walkę.Tak, dotknij tutaj.Świetnie.Na smoki!Walka rozpocznie się za 3...2...1...W górę!
     Oba smoki poszybowały w górę.Czarne i niebieskie skrzydła musnęły ziemię tworząc zawieruchę.Stałam na łbie mojego zwierzęcia w pełnej gotowości.Miecz był jak świeżo wykuty, błyszczący i ostry jak brzytwa.Włosy falowały mi na wietrze.
-Bestio, jak skoczę, to mnie łap.Podlatuj tak, żeby mogła się od ciebie odbijać.Dobra kochanie, zaczynam.
     Smok zaryczał na znak zrozumienia.Wspięłam się na wyższy z rogów, wypatrzyłam gdzie dokładnie znajduje się Ferah, obkręciłam się i skoczyłam.Ha, tak jak w grze online.Uruchomił się skill skoku.
     Zgodnie z moimi oczekiwaniami mój przeciwnik wykonał ten sam ruch.Zamiast skrzyżować miecz, walnęłam w jego klingę, zjechałam w dół, i odbijam się w powietrzu zgodnie z możliwościami skilla.Okręciłam się błyskawicznie i rozcięłam przeciwnikowi ramię.-10 HP.Za mało siły użyłam.Ferah nie próżnował.Gdy chciałam go ciąć drugi raz, obrócił się i sparował cios.
-Czarny, rogi! -krzyknęłam.Smok od razu podleciał.Skupiłam umiejętności odbicia na jednej nodze, i wystrzeliłam w górę, odbijając się od rogów.Ferah przybrał inną taktykę -biegał po skrzydłach.
     Wymienialiśmy się się tak ciosami i cięciami już drugą godzinę.Każdy z nas miał twarz pełną zadrapań, a płaszcze wyglądały jak poszatkowane.Każdy z nas miał porysowane miecze.Każdy z nas miał równo 100/1000 HP.
-Panie szermierzu numer dwa, idzie ci całkiem przyzwoicie.Zostało mi, jak widzisz, 100 HP.Miałam się tobą nie przejmować dopóki nie odbierzesz mi ich za jednym zamachem.Droga wolna, idź i wygraj.
-Tak myślałem, że piąteczka długo nie pociągnie.Wystrzelę ci to 100 HP jednym ciosem i przegrasz.
     Rozłożyłam ramiona i pozwoliłam, by miecz mi wypadł z dłoni.Oddychałam głęboko, ale niespokojnie.Widziałam, jak skupia skille na mieczu, i przygotowuje się do ataku.Jasnoniebieskie drobinki zbierały się wokół jego broni.Przyjął szermierską postawę atakującą.Wbił stopy w ziemię, i wystrzelił.
     Jeden cios, a tyle zamieszania.Stracić ostatnie 100 HP to beznadziejne uczucie.Nie wiem, nie doświadczyłam tego.Ferah ledwo utrzymywał się na nogach, nadziany na moją broń.
-Iluzja miecza, kochany.Nie wiedziałam, że jesteś tak naiwny. -wyciągnęłam ostrze z jego ciała, i pozwoliłam by upadł.- Czarny, do mnie!
     Smok od razu podleciał, i schylił się tak nisko, że mogłam złapać za jego róg i wejść na górę.Stanęłam na środku łba w najwyższym punkcie, odrzuciłam włosy do tyłu i oparłam miecz na twardych łuskach gada.Obciążając jedno tylko biodro, krzyknęłam w stronę kasztanowowłosego:
-Z piątką się nie zadziera! Ya grit tte!
     Na niebie pojawił się duży napis "Pojedynek #1 (Ferah vs Yagrit) Wygrana: Yagrit".Byłam z siebie naprawdę dumna.Pokonując dwójkę uwierzyłam w to, że mogę pokonać jedynkę.Numer jeden na całym świecie.Czarnowłosego chłopaka, który wyłapał czerwonego gada.Skoro był jedynką, czemu pierwszy nie zawziął się na mojego czarnego?Jestem pewna, że z jego umiejętnościami złapałby takie dwa z palcem w nosie.
-Moje gratulacje! Panie i panowie, przed państwem Yagrit, zwyciężczyni pierwszego pojedynku w Świecie Smoków! -głos Ramonesa wyrwał mnie z zamyślań.- Piękny styl, dobra współpraca z gadem, oba miecze dobrze działały.
     Rozległy się wiwaty i okrzyki.Obolały przed chwilą Ferah klęcząc bił brawo.Czułam się jak bogini, mistrz tego świata.Dobrze jest pamiętać wszystkie skille, opcje, kombinacje i triki w walce.Iluzja miecza była dosyć improwizowana, ponieważ nie wiedziałam czy zadziała.Sprawność gry mnie nie zawiodła.Moje szczęście nie trwało zbyt długo.Ktoś wystrzelił strzałę w moją stronę.Z przyzwyczajenia odbiłam mieczem.Nienawidzę takich zachowań.Po szybkim rozeznaniu zobaczyłam, że zaatakowała mnie długowłosa blondynka.Choć bliżej jest do koloru złotego niż blond.
-Koleżanko, chcesz posmakować stali?Zapraszam więc na pojedynek, a nie na niepisaną potyczkę.Walcz jak kobieta wojownik, a nie jak frajer. -krzyknęłam, obracając się.Zapanowała cisza.Dziewczyna bez słowa przeciągnęła ręką w powietrzu, i zaczęła coś wystukiwać w menu."Masz wiadomość!".
"Zaimponowałaś mi, Yagrit.Chcę się z tobą zmierzyć dziś po południu w tym świecie.W chmurach, za zachodnim zboczem legowiska smoków.Znacznie wyżej." Kiwnęłam głową w jej stronę, i odpisałam. "Ya grit tte!".

wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział 3

     W Świecie Smoków słońce chyliło się ku zachodowi, zalewając niebo różowym kolorem.Zrobiło się nieco chłodniej, więc zarzuciłam na ramiona płaszcz, który był dostępny w itemach.Grupa dwudziestudwóch osób zmierzała wprost na góry zalane mrokiem.Wschodnie zbocze nie należało do przyjemnych w czasie zachodu słońca.Już przy pierwszych krokach postawionych na ścieżce wiodącej na drugą stronę góry Ramones rozpoczął opowieść.
-W tym świecie istnieje podział latających gadów: smoki, dragonoidy i drakenie.Smoki to jak każdy wie, ogromne, dostojne bestie.Są największe i nadają się do bitew powietrznych.Teraz w systemie nie mamy smoków-mędrców, te dopiero powstaną gdy wyrosną ze średniaków, czyli z tych, które posiadamy obecnie.Średnie smoki są rozmiaru dorosłych dragonoidów.Dragonoidy są mniej wytrzymałe od smoków, ale za to można na nich walczyć niżej.Czasem trafiają się karykatury wyprodukowane przez system, i dragonoid jest na tyle mały, że może poruszać się swobodnie latając w lesie między  drzewami.No i zostały ostatnie, drakenie -Ramones był już lekko zasapany- To są najbrutalniejsze z latających gadów.Nie znoszą zimnego klimatu, uwielbiają taplać się w lawie w okolicy wulkanów.Mało kiedy dają się oswoić, więc za nie się nie bierzemy.Musielibyśmy przemierzyć dwie godziny lotu dragonoidem stąd, by je znaleźć.Chwila postoju.
     Została nam jeszcze jedna czwarta drogi do gadzich gniazd przy szczycie.Myślę, że łapanie smoka będzie jeszcze bardziej fascynujące tutaj niż w grze online.
-Dobra, idziemy dalej -krzyknął nasz mentor- Niewiele mi czasu zostało żeby wam opowiedzieć jak się łapie smoka.Otóż nie jest to sprawa taka prosta, bo tak naprawdę wszystko zależy od gadziny.Pamiętajcie, że im ciemniejsza, tym trudniej ją złapać, ale mówię wam, że będzie warto.Jeżeli ktoś nie czuje się dziś na siłach by złapać ciemnego gada, nigdy nie będzie miał na to sił.To, co dzisiaj złapiecie będziecie mieli już do końca życia.Wracając -kontynuował.- Aby złapać smoka lub dragonoida, musicie najpierw złapać z nim kontakt wzrokowy.Niech wie, co szykujecie.Wszystkie gady aż do koloru niebieskiego mają kryształ na szyi -te ciemniejsze już na czole.Musicie dotknąć tego kryształu.Wtedy zwierzę będzie wasze, i odda wam kawałek kryształu, który przymocujecie sobie w szyi.Wejdzie tam naturalnie, nie obawiajcie się.-zatrzymał się i popatrzył w górę- Oho, jesteśmy na szczycie.Poczekajcie, pójdę się rozejrzeć.
-Yagrit, jak myślisz, co uda ci się złapać? -spytał niepewnie Elvis.
-Zobaczę który ładny.Ale postaram się celować powyżej koloru niebieskiego.
-Dobra, idziecie po kolei! -krzyknął Ramones- Pamiętajcie, wyjdźcie spokojnie i od razu łapcie kontakt wzrokowy.Reszta nie wychylać się za bardzo.Idziemy numerami.Jak złapiecie smoka, to polećcie w górę, wtedy wystartuje następny numer.Jedynka, ruszaj się!
     Pierwszy był blady jak trup chłopak.Miał średniej długości czarne włosy.Opatulony był skórzanym płaszczem.Kroczył powoli, spokojnie.Wyłapał czerwonego smoka.Numer dwa był bardzo wysoki, obstawiałabym z metr dziewięćdziesiąt.Oswoił jasnoniebieskiego.Trójka i Czwórka, chyba bracia bliźniacy -dwa pomarańczowe.I numer pięć.Czyli ja.
     W moje oczy rzucił się duży, granatowy smok.Miał jasnoniebieski kryształ  n a  c z o l e.Będzie poważnie.Gdy zagwizdałam, ten obrócił się błyskawicznie.Popatrzyłam mu się w oczy.Był jak sparaliżowany.Ha, jak prosto...Podeszłam bliżej, i wtedy się poruszył.Nie delikatnie, nie subtelnie, ale zatrząsł głową i z rykiem wzbił się w powietrze.Wysiliłam się maksymalnie i pobiegłam sprintem.Odbiłam się od ziemi i wskoczyłam mu na ogon.Będziesz mój, rozumiesz?! Pięłam się bo granatowych łuskach co raz wyżej i wyżej.Musiałam odwrócić głowę, bo ostry wiatr wprawiał w łzawienie moje oczy.Bestia zaczęła wirować.Jestem już na płytkach szyi, nie mogę spaść!Nie spadnę!Choć myślałam tak a nie inaczej, kolejne palce odrywały mi się po kolei.Łapczywie chwytałam się czego popadnie.Jeszcze tylko troszkę...Gdy złapałam za jego ogromne rogi, zaczął potrząsać głową w lewo i prawo.Ledwo stałam na nogach.Ostatkami sił wyciągnęłam rękę jak najdalej, i mocno uderzyłam nią w czoło smoka.
-Bę...dziesz...MÓJ!
     Ryknęliśmy oboje.Ja cała się trzęsłam, a on się zatrzymał w locie.Ułożył się w takiej pozycji bym nie spadła i lewitował.Nie, on lekko ruszał skrzydłami i dał się nieść przez wiatr.Nad jego czołem unosił się mały, jasnoniebieski kryształek.Na gumowych nogach podeszłam bliżej i dotknęłam go, a ten zaczął lecieć w moją stronę i delikatnie zatopił się w mojej szyi.Czułam każdą łuskę, ciężar skrzydeł i ogrom zębów.Czułam skurcze mięśni i bicie serca.Ja przez tą jedną chwilę po prostu byłam smokiem.Gdy się ocknęłam z tego stanu, niebo znacznie pociemniało.Widać było całe galaktyki.Ciepły wiatr opływał ciało moje i smoka.Było tak błogo.Wstałam i chwyciwszy się jednego z rogów zerknęłam na dół.Wierny od tego dnia gad zataczał kręgi nad legowiskiem dragonoidów.
-Hej, leć na zachodnie zbocze góry.Chcę zobaczyć co tam jest.
     Smok posłusznie poleciał tam gdzie chciałam.Zgodnie z moimi oczekiwaniami paliło się tam ognisko.Ale zamiast dwudziestudwóch ludzi siedział tam tylko jeden.A obok niego granatowy smok.Sygnał ostrzegawczy.Teraz.Smok cicho zaryczał.Postać siedząca przy ognisku popatrzyła się w górę, a za jej śladem poszedł gad.Od razu wzbili się w powietrze.
-O, to ty Ramones -powiedziałam ze zdziwieniem- Nie przypuszczałam, że to właśnie ty zostaniesz.
-Kazałem świeżakom zostawić smoki i się wylogować.Twój czarny wpadał w szał kiedy próbowaliśmy się do niego zbliżyć, więc ktoś musiał poczekać aż wszystko się uspokoi.
-Przecież dałabym radę się wylogować sama, nie potrzebuję do tego przewodnika...a on nie jest czarny, tylko granatowy.
-Każdy czarny ma granatowy połysk. -otworzyłam szerzej oczy- Bardzo się zdziwiłem, że idziesz na całość.Dosyć gadania, musimy zdążyć zanim obiad wystygnie.Ląduj przy legowisku.
     Zanurkowaliśmy.Pierwsze lądowanie poszło znakomicie.
-Dobranoc, kochany -powiedziałam do swojego smoka i pieszczotliwie go podrapałam po żuchwie.Ma tak grubą skórę, że nie wiem czy coś czuje, ale liczy się gest.Przeciągnęłam ręką w powietrzu.- Do zobaczenia na obiedzie, Ramones.

Rozdział 2

    Położyłam się na łóżku.Materac był miękki, poduszka też.Wszystko pachniało wanilią i czekoladą.Dawno nie czułam się tak dobrze.To było takie proste, ale niesamowite uczucie.
-Postarajcie się wyciszyć maksymalnie.Zaraz lekarze podepną wam aparatury, a potem nałożycie okulary.Gdy zamkniecie oczy, zostaniecie automatycznie przeniesieni do Dragon' World. -podeszła do mnie lekarka, i bez słowa zaczęła mi podpinać aparaturę.- Będzie wam towarzyszyło dziwne uczucie, jakbyście śnili.Co wrażliwsi gracze z powodu stresu mogą zostać wylogowani automatycznie.-odchrząknął- Na sam koniec chciałbym przypomnieć o najważniejszej zasadzie.Mianowicie o tym, że w wirtualnym świecie używacie swoich loginów, nie imion.No, to wszystko.Zakładajcie okulary. -skończył, i zniknął tak nieoczekiwanie jak się pojawił.

***
     Faktycznie, ten chłopak miał rację.Uczucie było bardzo dziwne.Na początku to wyglądało jak zwykłe zasypianie, jednak potem wszystko nabierało koloru i rozpędu, tworząc rodzaj tunelu.Na końcu niesprecyzowanego przejścia wypadało się na chmury, przed dużą, złotą bramą.Zupełnie jak opis nieba.Przed konstrukcją stali dwaj rycerze.Rozejrzałam się -albo przyszłam pierwsza, albo ostatnia.Nikogo nie było koło mnie.
     Poszłam przed siebie, i już gdy miałam przekroczyć próg, przed moim nosem spadły jakby z góry dwa żelazne miecze.
-Nick, numer i funkcja -odezwał się chropowaty, metaliczny głos.
-Yagrit, numer pięć, beta tester. -miecze podniosły się tak szybko jak opadły.
     Za bramą zamiast iść pewnym krokiem ukazującym moją postawę od razu się zatrzymałam.To, co tam zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania.W Świecie Smoków dziś było wyjątkowo słonecznie.Słońce przygrzewało ogromne czuby gór topiąc śnieg, który spływał do pobliskiej rzeki w postaci wody.W zasięgu mojego wzroku roztaczały się gigantyczne, zielone łąki i lasy.Było po prostu bajkowo.Nie ma słów, które by to dosadnie opisały.
     Około stu metrów przede mną zbierali się gracze.Póki co mała garstka osób skakała i wyginała się nienaturalnie, robiąc różne ćwiczenia.Szłam dziarskim krokiem z przymrużonymi oczami.Przed beta testerami stała jeszcze jedna osoba -ten chłopak.Przyspieszyłam.
-Yagrit, numer pięć -wyciągnęłam rękę na przywitanie.Chłopak zmierzył mnie wzrokiem, ale wyciągnął rękę.
-TA Yagrit?Tego się spodziewałem.Ramones, numer jeden wśród alfa testerów. -uśmiechnął się.
-TEN Ramones?Nie było cię widać przez ostatnie pół roku, a mimo tego wciąż byłeś na samym szczycie rankingu.
-Miałem obsuwę czasową z powodu nowej pracy, więc znajomości musiały mi trochę pomóc.Jak miałem czas to grałem w górach na ostatnich poziomach, ale większość mojego życia pochłonął mi ten świat. -rozłożył ręce i popatrzył w niebo.- Czyż nie jest genialny?
-Przecudowny to mało powiedziane.Trzeba być mistrzem w grafice komputerowej żeby coś takiego stworzyć.Jestem pod wrażeniem. -popatrzyłam się na jego ubiór.Niby wszystko dobrze, ale jakby coś nie pasowało...Zmierzyłam go dyskretnie wzrokiem.Płaszcz, tak.To to mi nie pasowało.- Unikatowe okrycie?
-Sam projektowałem. -powiedział z dumą w głosie- Ognioodporny, praktycznie niezniszczalny.Zbyt piękny nie jest, ale praktyczny na pewno.Wynagrodzenie za pracę. -zamknął oczy.- Wygląda na to, że wszyscy już się zjawili.
     Faktycznie, na polanie stało już dwadzieścia osób.Dołączyłam do szeregu graczy, czekając co tym razem powie nam Ramones, niepozorny mistrz.
-Witam w Świecie Smoków!Czas na krótkie instrukcje dotyczące tego świata. -zaczął.- Aby otworzyć menu, musicie przejechać ręką w powietrzu w prawo.Pierwsza w spisie jest mapa, na której specjalnie macie zaznaczone kto gdzie się znajduje.Druga w spisie jest opcja waszego avatara, w której macie dostępny wygląd, itemy, lustro i inne takie.Ostatnie w spisie jest wylogowanie się.Tych punktów co jakiś czas będzie przybywać, i waszym zadaniem będzie je odkryć. -przerwał, i poczekał aż wszyscy sprawdzą co i jak.Sama włączyłam lustro.Miałam długie, rozpuszczone brunatne włosy, koszulkę odsłaniającą częściowo brzuch, długą spódnicę do kolan przeciętą z obu boków oraz brązowe, skórzane buty na nogach.Wszystko prezentowało się wyjątkowo ładnie.Zajrzałam do moich itemów, a tam pojawił się napis: "Miecz lub łuk może ci towarzyszyć w tym świecie.Co wybierasz?".Bez zastanowienia kliknęłam miecz, który po chwili zaciążył mi na plecach.
-Jak ty to zrobiłaś?! -obok mnie ni stąd, ni z owąd pojawił się Daniel...to znaczy Elvis.Tą sytuację wyłapał wzrokiem Ramones.Przyłożył ręce do ust  krzyknął:
-Hej, wszyscy! W itemach macie do wyboru broń! Wybierzcie ją teraz.
     Po chwili każdy miał na plecach narzędzie mordu, w różnej postaci.Panowie wybrali miecze, a panie łuki.Wygląda na to, że byłam wyjątkiem.
-Dobra, teraz jeżeli nie czujecie się naturalnie poskaczcie i poruszajcie się jeszcze trochę.Możecie się przejść na spacer.Za pół godziny macie tu być z powrotem.Zegarek macie w menu. -krzyknął ponownie alfa- Jak ktoś nie przyjdzie to ominie go połów smoków!

Rozdział 1

Witaj,

Otrzymaliśmy Twój list dotyczący konkursu.Przeanalizowaliśmy dokładnie treść, i z przyjemnością możemy to powiedzieć -zwyciężyłeś w konkursie na beta-testera w grze Dragon's World!
Prześledziliśmy również Twoje rozgrywki w wersji online.Jesteś w pierwszej dziesiątce rankingu ogólnego, co daje Ci wysoką pozycję wśród naszego teamu beta-testerów.Więcej informacji uzyskasz w naszej siedzibie.
Prosimy o stawienie się pod budynkiem Dragon Inter World Technology 21.01.2021, o godzinie 15:00.
Czekamy na Ciebie!

     W pierwszej chwili bezdech.Kompletny bezdech i niedowierzanie.W drugiej już szczęście, ale nadal nie do końca w to wierzyłam.Ja, zwykła siedemnastoletnie dziewczyna z Anglii.Anna Bracken beta-testerką w najlepszej pod słońcem grze.Słowa listu wciąż rozbrzmiewają mi w głowie.

***
     W sali konferencyjnej zaczęło się robić tłoczno.Tłum dzielił się mniej więcej na trzy części:ludzi ubranych w garnitury, ludzi ubranych w białe fartuchy i młodzież siedząca na samym końcu sali, włącznie ze mną.
     Na dosyć wysoki podest weszła elegancko ubrana kobieta, i rozpoczęła przemówienie.
-Panie i panowie, oraz przyszli beta testerzy -uśmiechnęła się sztucznie- Od dziś, równo za trzy miesiące ma się rozpocząć sprzedaż naszej prestiżowej gry "Dragon's World".Przez pół roku zbieraliśmy najlepszych graczy z serwerów w Anglii i USA.To ci młodzi ludzie pomogą nam w udoskonalaniu naszego małego dzieła. -znów sztuczny uśmiech- Przez wspomniane trzy miesiące będą oni ciężko pracować, w efekcie czego uzyskamy wyśmienitą, realistyczną grę, do której wejść można za pomocą okularów LunettesDeMonde stworzonych przez obecnych tutaj naukowców. -zakiwała się z gracją, zerkając na ludzi w białych fartuchach w geście podziękowania- Ukłony wdzięczności składamy również obecnym tutaj biznesmanom, którzy hojnie dofinansowali nasz projekt.Bez wszystkich obecnych tutaj osób nie dalibyśmy rady utworzyć naszego wirtualnego świata.-uśmiechnęła się odsłaniając rząd białych zębów- Dziękuję za wysłuchanie moich słów, i proszę, aby na sali zostali wyłącznie beta testerzy.Udanego dnia państwu życzę!
     Kobieta zeszła z podestu, a wraz z nią zszedł uśmiech z jej twarzy.Miła osoba zmieniła się w grymaśną osobę.Zamiotła czarnymi szpilkami parę razy i już jej nie było.
-Zapyziała landryna, radzę ci jej unikać -głos zza mojego ramienia rozbrzmiał tak nieoczekiwanie, że zesztywniałam, ale po chwili obróciłam się- Jestem Daniel, ale używam nicku Elvesev.Mówią mi Elvis.A ty jak się nazywasz?
-Anna.Mój nick to Yagrit.Nie posiadam skrótu. -nadal czułam się niezręcznie.
-Coś spięta jesteś, Yagrit.Mogę na ciebie mówić Gri?
-Myślę, że tak.
     Chłopak był niezbyt wysoki, ale i niezbyt niski.Miał niezbyt długie, ale i niezbyt krótkie włosy.Niezbyt postawny, ale i niezbyt lichy.Był po prostu średni.Na głowie miał blond-szopę, na twarzy trochę piegów i zadrapań.Wyglądał dosyć przyjaźnie.Chciałam go spytać o te zadrapania, ale syknął na mnie i kazał mi się obrócić.
-Drodzy beta-testerzy, witamy w siedzibie DIWT.Dziś wypada ten dzień, w którym to alfa-testerzy przekażą wam część wiedzy i obowiązków.Teraz udamy się na poziom -1, i tam dowiecie się o szczegółach waszej nowej pracy.-zszedł z podestu- Proszę iść jak ludzie, a nie stado bawołów.
     Podstarzały mężczyzna z łysiną na głowie i cienkimi okularami na nosie energicznym krokiem przemierzył salę konferencyjną.Naprawdę nie wyglądał, ale musieliśmy biec co jakiś czas by go dogonić.
-Hej, Yagrit! -krzyknął lekko zdyszany Daniel- Yagrit jak...
Dobiegłam do niego w podskokach i zasłoniłam mu buzię.
-Zamknij.Swoją.Twarz.Nie można wymawiać głośno mojego nicku.Dopiero w grze.Rozumiesz? -pokiwał głową.Zabrałam mu ręce z ust.I tak już było za późno, bo dziewczyna obok podłapała.
-Yagrit?TA Yagrit -powiedziała to szeptem.Choć jedna mądra.-Miło mi, jestem Sarah, vel Saharah.Wiedziałam, że wybiorą kogoś z pierwszej dziesiątki rankingu.Nie wiem, czy mam się cieszyć, że cię poznałam, czy płakać bo mnie zmieciesz z powierzchni Dragon's World. -uśmiechnęła się.Kiwnęłam głową a potem wzruszyłam ramionami na znak tego, że słyszę.Wolałam nic głośniej nie mówić, bo panowała tu grobowa cisza.Nagle cała ciemna masa się zatrzymała.
-Wchodźcie, byle szybko -powiedział mężczyzna wskazując na otwarte drzwi.- No już, dalej.Ruszać się.
     Pomieszczenie miało ściany z mlecznego szkła, było bardzo obszerne i dobrze oświetlone.Na środku było ustawione w kręgu 21 łóżek, a przy każdym aparatura do mierzenia tempa bicia serca oraz monitor -jeszcze nie wiem do czego.
-Dobra beciki, przekazuję was alfom.Żegnam.Udanych trzech miesięcy. -powiedział mężczyzna i wyszedł.
     Nagle, jakby znikąd pojawił się chłopak -na oko dziewiętnaście lat.Miał brunatne włosy i zarost.Był ubrany w czarną koszulkę z długimi rękawami, w jeansy i zielone trampki.Przystojny, nie powiem.
-Co tacy spięci wszyscy?Spokojnie, przecież krzywda wam się nie dzieje. -uśmiechnął się zachęcająco- Nie interesuje mnie jak się nazywacie, skąd jesteście, i co lubicie jeść.Nie obchodzi mnie wasze wykształcenie, ilość zdobytych medali na zawodach sportowych, i kiedy wasza babcia umarła.Czyli witamy na poziomie -1.Ustawcie się teraz w rzędzie.No już, byle szybko.
     Gdy się ustawiliśmy,zaczął po kolei wszystkich wyczytywać.Każdy dostał numer od 1 do 21
-Podejdźcie do jakiegokolwiek łóżka i przyłóżcie numery do czytnika.
     Podeszłam do czytnika i cyfra sama się wczytała.Po chwili mogłam zobaczyć całą listę loginów.Harene,Maji,Ferah i inne, których kompletnie nie kojarzyłam.Moje łóżko miało numer pięć, Daniela siedem a Sarah miała numer sześć.Byliśmy obok siebie.Co za ulga...
-Hej, cicho już bądźcie -powiedział chłopak- Pewnie domyśliliście się już do czego służy aparatura przy łóżku, więc tą kwestię pominę.Obok macie monitory dotykowe, przez które będą przekazywane wiadomości do świata wirtualnego.Gdy z waszym ciałem w normalnym świecie lub w Świecie Smoków będzie się działo coś niedobrego, dostaniecie wiadomość aby się wylogować. -słychać było pewne pomruki, które chwilę potem ucichły- I rzecz najważniejsza.Na czym będzie polegał program beta testerów?Otóż przez pierwszy miesiąc będziecie grali czysto technicznie, czyli będziecie sprawdzać jak działa avatar waszej postaci, jak działają smoki, jak wygląda otoczenie.Gdy coś będzie nie tak, będziecie to musieli zgłosić do naszej siedziby w grze, lub tutaj, po wylogowaniu.
-A jak się połapiemy w tamtym świecie?Przecież nie sposób od razu wszystko zapamiętać.
-Jasne, wasze móżdżki tego nie pomieszczą, więc każdy z was dostanie pomocnika w postaci jakiegoś zwierzęcia.Prawdopodobnie zwierzęta będą losowe, ale to jeszcze kwestia sporna wśród naszych techników.No, dosyć gadania.Zapraszam do Świata Smoków.