niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 15

-A co gdyby tak to rzucić w cholerę?
     We trójkę leżeli na dachu stajni wygrzewając się w słońcu.Halla zasnęła znużona pracą, a Aries był bliski tego samego.
-Dlaczego chcesz się zabić zanim prawdziwa gra się zaczęła?. -powiedział zaspanym głosem.- Tutaj czeka cię życie wieczne, o ile nie dasz się zabić.
-Pewnie znajdziesz jakiegoś kawalera, urodzisz dzieci, a potem zostaniesz starą, pomarszczoną staruchą.
     Obudzona już kowalka siedziała z twarzą w stronę słońca, trzymając się za kolana.Po chwili zaśmiała się.
-To, co powiedziałam, było kompletnie bez sensu.Za niecały miesiąc system będzie pracował na najwyższych obrotach, a zewsząd będą przybywać nowi gracze napędzając grę.Każdy z nich dosiądzie smoka lub dragonoida, z bronią na plecach.Ich brody będą uniesione pod niebiosa, krew będzie się przelewać i zaczną się bogacić.-powiedziała- Wydawać by się mogło, że...
     Posypały się iskry, żelazo i stal się skrzyżowały.Halla skoczyła na nogi zwinnie jak kotka, zakręciła młotem, i miarowo zaczęła tłuc w długi miecz.Tańczyła wokół przeciwnika, wybijając rytm na jego własnej broni.Gdy napastnik miał runąć z dachu, złapała go za ubrania i przerzuciła tuż obok zdziwionej Yagrit.
-Płomyk?
     Dwa rudzielce patrzyły sobie w oczy głośno śmiejąc się.
-No, zgredzie, ani trochę ci się nie polepszyło.
-Na to wygląda, Hallo.
     Podniósł się z kolan, otrzepując z kurzu.Wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie.
-Sorunn wysyła zwiady za burzową dziewczyną.Jesteś na ustach każdego mieszkańca, Gri.Radziłbym uciekać z Lata.Najlepiej drogą morską, nie portalem w Ostrych Górach, bo ten jest strzeżony.Już ci załatwiłem łódź...Co do smoka, gdziekolwiek będziesz, i tak przyleci.Nadal wiernie owija się wokół drzewa przy bramie.
-Jadę z nią.
     Płomyka widocznie to nie zdziwiło.
-Jak zwykle, szlachetny i mężny Aries.Cały on.-przewrócił oczami.- Nie zapominaj, kochasiu, że jesteś jednym z pomocników Heriana, który ma znacznie ważniejszą misję niż łażenie za panienkami.Nie jesteś bardzo ważny, ale jednak znaczący.- Szatyna widocznie to rozgniewało, ponieważ wydobył miecz.- O zgrozo, nie na dachu cudzej kamienicy.Jesteś żałosny.Wystawiasz się na działanie silniejszego ognia od własnego.
     Teraz rudy patrzył na niego z wyraźną pogardą.Splunął z odrazą pod jego nogi.Po Ariesie przeszedł dreszcz wnerwienia, a usta wykrzywiły się w niebezpieczny uśmiech.Ręce obojga zapłonęły żywym ogniem, a żyły w ich ciałach zaświeciły się na pomarańczowo.
     Pierwszy zaatakował szatyn.Tworząc żarzący się miecz w dłoniach, rzucił się do ataku.Przeciwnik sparował cios płonącym ostrzem, i zaraz przystąpił do ofensywy.
-Dosyć. -krzyknęła Halla.Rosła i silna kobieta grubymi splotami ognia przybliżyła obu mężczyzn do siebie, tak, by byli twarzą w twarz.-Jesteśmy magami ognia, musimy się trzymać razem, do cholery! -dwoma uderzeniami swojego kowalskiego młota posłała obu na krańce dachu, niszcząc dachówki.- Jeszcze jedna taka akcja, a posiekam was żywym ogniem!
     Magowie zrozumieli to dokładnie, ponieważ żaden z nich w drodze do łodzi nie pisnęli słowem.Port, w którym stała, był chyba najbardziej zapyziały na całym wybrzeżu.Pomost falował i zapadał się z każdym krokiem, pobliski rynsztok stanowił górę śmieci, a pale do cumowania były zarośnięte glonami różnej maści.A łodzie, statki?Była tam tylko jedna, mała łódź, a raczej łódka.Rozlatywała się, deski były niezgrabnie poprzybijane, wiosła wyglądały na obgryzione przez rekiny, lub inne morskie stworzenia;słowem -ruina.
-Wysoko mierzysz, kolego.-powiedziała Halla, z litością patrząc się na Płomyka, a potem na Yagrit.- To ma być morski transport?
-Jakoś dam radę -popatrzyła z litością- Ściślej, gdzie mam płynąć?
-Ten marny zbitek desek popłynie do Jesieni.Przybijesz do portu Dorfen, małego, skromnego, pod wodzą naszej koleżanki, Antary. -Płomyk zrobił zachęcający gest w kierunku łodzi- Jest ona mało znaczącą lady zamku Dorstle.No, Gri, komu w drogę temu czas.Niedługo znowu się spotkamy.