czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 6

     Było o wiele chłodniej niż wczoraj.Ściemniało się co raz szybciej, a na polanie wciąż nikogo nie było widać.Opatuliłam się szczelnie płaszczem z niedźwiedzim futrem i przywarłam do głowy smoka jeszcze bardziej.Zimne powietrze opływało nasze ciała ześlizgując się szybko w dół.Obróciłam się na plecy, by obejrzeć niebo.Było tutaj naprawdę niesamowicie.Zamiast pojedynczych gwiazd są wielobarwne galaktyki ozdabiające niebo jak kamienie szlachetne."Dostałeś item od gracza: Ramones!" -cichy pisk rozległ mi się w uszach mącąc ciszę."Masz wiadomość!" -kolejny pisk."Wypij to.Jest zimno.".Tak brzmiała treść.Zajrzałam do itemów.Była tam mała, przezroczysta fiolka z pomarańczowym płynem w środku, podpisana "Wzrok Drakenii".Choć niechętnie, to wypiłam.Przyjemne ciepło rozlało mi się po ciele.
     Latałam nad zboczem gór w tą i z powrotem, zataczając ogromne koła.Nic nie zapowiadało, że beta testerzy wraz z Ramonesem zaraz się tu zjawią.Okolica była bardzo pociągająca, a zalana ciemnością stawała się tajemnicza.Czarny, leć na góry przed nami.Nic się nie stanie jak się trochę oddalimy.Smok nakreślił delikatny łuk w lewo, i polecieliśmy.Narzuciłam kaptur by w razie czego włosy nie zdradziły mojej obecności.
     Szczyty, na które lecieliśmy, były szare, ostre, spiczaste i zupełnie pozbawione drzew czy śniegu.Wznosiliśmy się to tu, to tam, sprawdzając co gdzie jest.A ja chciałam więcej, i więcej.Mogłabym tak latać bez umiaru badając ten świat.Wyląduj na najwyższym czubie.Smok oplótł się wokół skał i pozwolił mi zejść.Poszłam się porozglądać pieszo co, gdzie i jak.
     Na szarzyznach panowało kompletne pustkowie, ale wydawało mi się to bardzo pociągające, tak samo jak reszta Świata Smoków.Jedynym dźwiękiem był oddech gada, moje kroki i wiatr.Schodziłam co raz niżej i niżej po stromym zboczu gór, rozglądając się na wszystkie strony.Mój słuch był teraz wyczulony jak nigdy przedtem.Nagle tuż nade mną przeleciał orzeł i wydał głośny dźwięk, wytrącając mnie z równowagi.Chcąc się skulić nieuważnie postawiłam nogę na ruszającym się kamieniu.Moja stopa ześlizgnęła się z niego, i runęłam w dół koziołkując aż do najbliższych krzaków.Cholera, zaklęłam w myślach.Całe ciało mnie bolało, a twarz pewnie była cała w kurzu, piachu i ziemi.Ręce miałam równie czyste jak podeszwy butów.Gdy już miałam się obrócić, moją uwagę przykuło coś, czego tu jeszcze nie widziałam.
     Pod jedną ze ścian paliło się ognisko.Niemożliwe jest, żeby mieszkał tu jakiś smok -na tych skałach nie ma miejsca na porządne legowisko, ale z drugiej strony niemożliwym jest, żeby inne zwierzę to rozpaliło.Drakenię trzeba wykreślić, bo jest tu zbyt zimno.Ze smokowatych mógłby uczynić to jakiś samotny dragonoid mieszkający w lesie...Wychyliłam głowę zza krzaków i oniemiałam.
     Człowiek?Mężczyzna siedział pod skałą zupełnie sam.W rękach trzymał banjo.Wygląda na to, że miał zamiar grać i śpiewać.Nie myliłam się.Już po chwili do moich uszu zaczęły dochodzić ballady...

Zabili nas, otruli nas,
W paszczę smoka wrzucili.
I tak właśnie jest być alfa testem, moi mili.
La la lai, la la lai...
Uwięzieni w iluzji,
kontaktu ze światem brak,
jedynym, który nas uratuje, to Ramones brat.
La la lai, la la lai...
Wśród zgliszczy gadzin
 będziemy żyć, nic już nas nie uratuje,
nic.
La la lai, la la lai...
Rozsypani w złudzeniu,
strzegący ziem,
będziem grać hymn ten.
La la lai, la la lai...

     O czym on mówił?Uwięzieni w iluzji?Złudzeniu?Mimo iż nie do końca rozumiałam, słuchałam dalej.

Bez ciała, bez życia
Dusze w runy zaklęte,
Pomrzemy tutaj przez gady napadnięte
La la lai, la la lai...
Zabrali nam dom,
 zabrali rodziny,
Teraz przyszło nam czekać na nasze godziny.
La la lai, la la lai...
Czar pryśnie wraz z drakenii końcem,
Pomrzemy ogrzani słońcem
La la lai, la la lai...
Rozsypani w złudzeniu,
strzegący ziem,
będziem grać hymn ten.
La la lai, la la lai...

     Zafascynowana pieśnią do granic możliwości wyłoniłam się zza krzaków.Odrzuciłam kaptur z głowy, wyrzuciłam włosy na wierzch okrycia i popatrzyłam się chłopakowi prosto w oczy.Był bardzo zdziwiony moją obecnością.Patrzył się jakby zobaczył cud świata.
-Opowiedz mi o tym, o czym śpiewasz.
Chłopak zamiast cokolwiek odpowiedzieć tylko zagwizdał.Z nieba spadł ogromny, pomarańczowy dragonoid z pomarszczoną skórą na skrzydłach.Widać spracowany i stary.Ja również zagwizdałam.Nad moją głową zakotłował skrzydłami czarny smok.Ląduj.Gad posłusznie wykonał polecenie.
-Zakryj nas skrzydłami, młody. -powiedziałam głośno.Wkrótce jedynym źródłem światła było ognisko, a wokół roztaczała się gruba, nieprzepuszczalna zasłona.- Opowiedz mi o tym, o czym śpiewasz.
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz