Dostałam blokadę.Nie mogę wychodzić po za Ostre Góry.Cholerny Ramones, mam ochotę go strzelić w twarz.Gdy się dowiedział, był naprawdę wkurzony.Obawiam się, że zrobił coś Płomykowi, który wczoraj wyciągnął mnie z opresji.Jeżeli coś mu zrobił, rozoram mu to wymuskane oblicze."Przegrany" -tak określiła go Koszka.Rudy w balladzie śpiewał coś innego, zupełnie innego.Czyżby był jakiś podział?Jeżeli tak, to z pewnością nieoficjalny, ponieważ Płomyk siedział razem z resztą przy palenisku.Starczy szarpania nerwów.
Wraz z Burzą zlecieliśmy w dół.Gad ryknął, przecinając ciszę wzgórz.Pal ten cholerny,zakłamany świat!Pal to wszystko! -wykrzyczałam to mimowolnie.Nagle poczułam ogarniające mnie ciepło.Z każdą sekundą było co raz bliżej.Z paszczy smoka nastąpił nagły wyrzut ognia.Płomienie wylewały się nieustająco.Gdybym się nie ocknęła, pewnie cały ten świat poszedłby z dymem.Połowa ogromnego lasu pod Ostrymi Górami stanęła w płomieniach.Z pośród drzew wyłaniały się stada dzikich zwierząt uciekające przed żywiołem.
-Przekonajmy się, jak polujesz, Burzo. -krzyknęłam, próbując przedrzeć się przez hałas lasu, zwierząt i ognia.
Smok złożył skrzydła, i zaczął pikować w dół.Przytrzymałam się nogami jego masywnej szyi, rozłożyłam ręce na boki i zadarłam głowę do góry.Wiatr przeciskał się między rogami, gwałtownie obmywając łuski od karku aż po ogon.Nieboskłon był coraz dalej i dalej, aż wpadliśmy między korony drzew.Zające, sarny i jelenie pierzchały szybciej niż przed ogniem.Nagle gad uderzył w ziemię.Przebiegłam po czole przeskakując diament i omijając oczy, po czym zeskoczyłam na grunt.Burza dopadł srebrnego wilka.Wszystko byłoby dobrze, gdybym nie spojrzała mu w ślepia.
Były w wyraźnym, fioletowym kolorze.Zupełnie jak...diament na szyi.
-Puść!- krzyknęłam do smoka, i podbiegłam do czworonoga.
Jego ciało było już rozorane przez zęby gada.Srebrne futro przybrało barwę szkarłatną, a trawa wokół niego była zalana krwią.Oddychał głośno przez mały, czarny nos.Uszy skulił do tyłu.Cały drżał.
-Ja...przepraszam.Już wiem kim jesteś.Kim byłeś...Wybacz mi, proszę.Czy tylko ty zostałeś
zmieniony w wilka? -zwierzak smętnie przesunął głową w górę i w dół, drżąc z bólu.- Dobrze...dziękuję.I przepraszam jeszcze raz. -przysunął głowę do ciała, i zamknął oko na parę sekund.- Jak mogę w ogóle przepraszać?Powinnam sobie uczynić to samo co tobie...
-Tildecarag. -wysyczał Malarz Losu, i zasnął na zawsze.
***
Wszystko zaczynało być jasne.Już wszystko prawie się układało.Ale musiał dojść nowy wątek.Czym jest Tildecarag? Może to jakieś pozdrowienie, wybaczenie, modlitwa? Może nazwa grupy, znaczące hasło, miejsce?
-Nic nie rozumiem.Naprawdę nic, Burzo. Gdybyś tylko mógł mówić, wszystko byłoby prostsze.
Smok mocniej zacisnął skrzydła wokół jej ciała.Ogień pod skałą płonął, a drewno wesoło trzaskało.Iskry fruwały w górę i w dół, zataczały koła lub w nagłym podmuchu wiatru zmieniały kierunek.Niebo jak zwykle było piękne, usiane galaktykami i mgławicami gwiazd.
-Ciężko uwierzyć, że to klatka, prawda?
Jak zwykle przybył znikąd.Prosty, czarny płaszcz ze skóry, miecz na plecach i rozwiane, brunatne włosy.Yagrit spojrzała tylko na niego, i z powrotem zaczęła przyglądać się płomieniom.
-Gri, wiem, że dowiedziałaś się sporo.Wiesz już, co was czeka, i co przydarzyło się wszystkim testerom bez wyjątku.Wiem też, że spotkałaś dziś Malarza Losu.Zanim spytasz...nie mogę ci powiedzieć, co to jest Tildecarag.
-Nie potrzebuję cię do tego.Sama znajdę odpowiedź na to pytanie.Chciałabym wiedzieć coś innego.Jesteś Ramonesem z hymnu Płomyka, czy ze słów Koszki?
Jego twarz wygięła się w przelotnym grymasie, ale chwilę potem jak zwykle wrócił spokój.
-Zdania są podzielone.Powiem ci, ale będziesz musiała za to zapłacić.
-Pańskie oczy zdradzają wszystko, panie Ramones. -dało się już czuć nieprzyjemne napięcie- Mam ci to wyrecytować?
-Pamiętaj, w tym świecie za wszystko się płaci.Chyba wiesz już czym.
-Zmienny, och, bardzo zmienny.Za zmiany się również płaci. -zaczęłam- Szukasz nowej ciemnej
masy, bo stara przejrzała na oczy, co? Zabawne, myślałam, że grymas z przed chwili był wszystkim na co cię stać.Nie łap za rękojeść miecza, nie radzę.
- Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale zanim tu trafiłem byłem od ciebie wyżej w rankingu. -zaśmiał się, i wyciągnął broń.- Potem na wysokościach utrzymywały mnie inne czynniki, ale to nie ma znaczenia.
-Szkoda, Ramones, że jesteś taki ślepy.Patrzysz co jest za przeszkodą zanim ją przeskoczysz.
-Szkoda, Yagrit, że jesteś taka nieruchliwa -powiedział, wbijając ostrze głęboko.- Myślałem, że będziesz dobrym materiałem na powiernika tajemnic i kompana do podróży.Zaraz gra cię wyloguje.Do rychłego zobaczenia.
- No, zdania są podzielone.
Iluzja, którą przed chwilą wykonałam, rozprysła się w drobny mak.Oszołomiony Ramones był pozbawiony 3/4 płaszcza, krążka z moją blokadą, i części rozumu.Siedział na ziemi gapiąc się przed siebie bez celu.Obok leżał lśniący, niezbroczony krwią miecz.Spływała po nim tylko iluzja.
-Wiesz, bardzo pomysłowy z ciebie chłopak.Miło, że nie umiesz rozstać się ze swoimi wynalazkami.Ciekawie zaprojektowane, zapisane. -rzuciłam przedmiot na ziemię i roztrzaskałam butem- Musisz tylko popracować nad wytrzymałością.
Kucnęłam przed nim, i poklepałam go po policzku.
-Mówią, że oczy są oknami duszy.Otwórz czasami te swoje okna, co? -zaśmiałam się- Burzo, lecimy.Za Ostre Góry, oczywiście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz