Podeszłam do lady z jedzeniem.Co by tu wziąć?Ryż, warzywa, mięso...
-Hej, Yagrit przyszła! -ktoś krzyknął.Zaraz potem rozległy się nawoływania: "Chodź do nas!" albo "Usiądź z nami!".Ignorując ich wszystkich wzięłam obiad i ruszyłam w kierunku Elvisa i Sahary.Siedzieli w towarzystwie jakiegoś chłopaka.To nie Ramones.Gdzie on może być?
-Gri, to co ty wyczyniałaś z tym gadem było niesamowite! Trochę sporo czasu ci to zajęło...ale złapałaś czarnego!Czarny, rogaty, z kryształem na czole! -powiedział Daniel.Odruchowo złapałam się za szyję, w miejscu, gdzie powinien być kryształ.
-Myślałam, że jest granatowy a nie czarny.Gdyby nie moja ślepota to bym go nie wzięła. -uśmiechnęłam się.
-Ja także jestem pod wrażeniem.
To był ten chłopak, który dotychczas siedział cicho.Kasztanowe włosy, markotne oblicze.
-Ferah jestem.Ty jesteś tą Yagrit z początku rankingu ogólnego? -kiwnęłam głową- Jedyna dziewczyna w pierwszej dziesiątce.Moje gratulacje.
-Ah Ferciu, zawsze jesteś taki smutnawy! -odezwała się Saharah- Rozchmurzże się człowieku, bo wprowadzasz grobowy nastrój.Gri, nie przejmuj się nim.
-Nie będę się nim przejmować dopóki nie obniży mojego HP w grze o sto punktów za jednym zamachem. -powiedziałam z przekąsem.
-Wyzwanie przyjęte.Piąty szermierz w grze nie może się równać z drugim szermierzem.
Zaskoczył mnie.Nie przypuszczałam, że to dwójka.
-Dobrze, numerze drugi.Ale będziemy walczyć jak władcy smoków.W powietrzu.
***
W Świecie Smoków był ranek.Chłodny, orzeźwiający.Słońce świeciło a na niebie nie było ani jednej chmurki.Ci, którym jeszcze nie leżały postacie, wciąż się gimnastykowali i robili ćwiczenia.Nikt nie miał przy sobie smoka z wyjątkiem mnie i Feraha.Badałam ciało swojego gada bardzo dokładnie.Ten stał nie wzruszony.Nagle -jak zwykle z nikąd- pojawił się Ramones.-Witam państwa w drugim dniu technicznym tego świata.Państwo Yagrit oraz Ferah będą mieli ten zaszczyt sprawdzenia jak działają gadziny, bronie i HP.Wy skończcie się gimnastykować, i obserwujcie.Po bitwie przydzielimy wam towarzyszy.Numer drugi i piąty, zapraszam na pole bitwy.Reszta pod drzewo, i się patrzeć.
Miałam na sobie mój tradycyjny strój bojowy.Lekka peleryna obszyta niedźwiedzim futrem, brązowa koszulka na ramiączkach odsłaniając brzuch, czarna spódnica przecięta wzdłuż ud, skórzane kozaki.Wokół ramion oplecione koraliki i amulety, a na głowie linka trzymająca rozpuszczone włosy.Na plecach ciążył mi miecz.
Ferah był ubrany mniej spektakularnie.Zwykły, czarny, skórzany płaszcz, lniana koszula i brązowe spodnie, a na tym fragmenty siatki zbrojnej.Miecz miał u boku.Wierzę, że to wszystko jest praktyczniejsze niż faktycznie wygląda.
-Podejdźcie do mnie, no już.Zatwierdźcie walkę.Tak, dotknij tutaj.Świetnie.Na smoki!Walka rozpocznie się za 3...2...1...W górę!
Oba smoki poszybowały w górę.Czarne i niebieskie skrzydła musnęły ziemię tworząc zawieruchę.Stałam na łbie mojego zwierzęcia w pełnej gotowości.Miecz był jak świeżo wykuty, błyszczący i ostry jak brzytwa.Włosy falowały mi na wietrze.
-Bestio, jak skoczę, to mnie łap.Podlatuj tak, żeby mogła się od ciebie odbijać.Dobra kochanie, zaczynam.
Smok zaryczał na znak zrozumienia.Wspięłam się na wyższy z rogów, wypatrzyłam gdzie dokładnie znajduje się Ferah, obkręciłam się i skoczyłam.Ha, tak jak w grze online.Uruchomił się skill skoku.
Zgodnie z moimi oczekiwaniami mój przeciwnik wykonał ten sam ruch.Zamiast skrzyżować miecz, walnęłam w jego klingę, zjechałam w dół, i odbijam się w powietrzu zgodnie z możliwościami skilla.Okręciłam się błyskawicznie i rozcięłam przeciwnikowi ramię.-10 HP.Za mało siły użyłam.Ferah nie próżnował.Gdy chciałam go ciąć drugi raz, obrócił się i sparował cios.
-Czarny, rogi! -krzyknęłam.Smok od razu podleciał.Skupiłam umiejętności odbicia na jednej nodze, i wystrzeliłam w górę, odbijając się od rogów.Ferah przybrał inną taktykę -biegał po skrzydłach.
Wymienialiśmy się się tak ciosami i cięciami już drugą godzinę.Każdy z nas miał twarz pełną zadrapań, a płaszcze wyglądały jak poszatkowane.Każdy z nas miał porysowane miecze.Każdy z nas miał równo 100/1000 HP.
-Panie szermierzu numer dwa, idzie ci całkiem przyzwoicie.Zostało mi, jak widzisz, 100 HP.Miałam się tobą nie przejmować dopóki nie odbierzesz mi ich za jednym zamachem.Droga wolna, idź i wygraj.
-Tak myślałem, że piąteczka długo nie pociągnie.Wystrzelę ci to 100 HP jednym ciosem i przegrasz.
Rozłożyłam ramiona i pozwoliłam, by miecz mi wypadł z dłoni.Oddychałam głęboko, ale niespokojnie.Widziałam, jak skupia skille na mieczu, i przygotowuje się do ataku.Jasnoniebieskie drobinki zbierały się wokół jego broni.Przyjął szermierską postawę atakującą.Wbił stopy w ziemię, i wystrzelił.
Jeden cios, a tyle zamieszania.Stracić ostatnie 100 HP to beznadziejne uczucie.Nie wiem, nie doświadczyłam tego.Ferah ledwo utrzymywał się na nogach, nadziany na moją broń.
-Iluzja miecza, kochany.Nie wiedziałam, że jesteś tak naiwny. -wyciągnęłam ostrze z jego ciała, i pozwoliłam by upadł.- Czarny, do mnie!
Smok od razu podleciał, i schylił się tak nisko, że mogłam złapać za jego róg i wejść na górę.Stanęłam na środku łba w najwyższym punkcie, odrzuciłam włosy do tyłu i oparłam miecz na twardych łuskach gada.Obciążając jedno tylko biodro, krzyknęłam w stronę kasztanowowłosego:
-Z piątką się nie zadziera! Ya grit tte!
Na niebie pojawił się duży napis "Pojedynek #1 (Ferah vs Yagrit) Wygrana: Yagrit".Byłam z siebie naprawdę dumna.Pokonując dwójkę uwierzyłam w to, że mogę pokonać jedynkę.Numer jeden na całym świecie.Czarnowłosego chłopaka, który wyłapał czerwonego gada.Skoro był jedynką, czemu pierwszy nie zawziął się na mojego czarnego?Jestem pewna, że z jego umiejętnościami złapałby takie dwa z palcem w nosie.
-Moje gratulacje! Panie i panowie, przed państwem Yagrit, zwyciężczyni pierwszego pojedynku w Świecie Smoków! -głos Ramonesa wyrwał mnie z zamyślań.- Piękny styl, dobra współpraca z gadem, oba miecze dobrze działały.
Rozległy się wiwaty i okrzyki.Obolały przed chwilą Ferah klęcząc bił brawo.Czułam się jak bogini, mistrz tego świata.Dobrze jest pamiętać wszystkie skille, opcje, kombinacje i triki w walce.Iluzja miecza była dosyć improwizowana, ponieważ nie wiedziałam czy zadziała.Sprawność gry mnie nie zawiodła.Moje szczęście nie trwało zbyt długo.Ktoś wystrzelił strzałę w moją stronę.Z przyzwyczajenia odbiłam mieczem.Nienawidzę takich zachowań.Po szybkim rozeznaniu zobaczyłam, że zaatakowała mnie długowłosa blondynka.Choć bliżej jest do koloru złotego niż blond.
-Koleżanko, chcesz posmakować stali?Zapraszam więc na pojedynek, a nie na niepisaną potyczkę.Walcz jak kobieta wojownik, a nie jak frajer. -krzyknęłam, obracając się.Zapanowała cisza.Dziewczyna bez słowa przeciągnęła ręką w powietrzu, i zaczęła coś wystukiwać w menu."Masz wiadomość!".
"Zaimponowałaś mi, Yagrit.Chcę się z tobą zmierzyć dziś po południu w tym świecie.W chmurach, za zachodnim zboczem legowiska smoków.Znacznie wyżej." Kiwnęłam głową w jej stronę, i odpisałam. "Ya grit tte!".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz