środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 4

     Wszyscy już siedzieli w stołówce na poziomie -1 kończąc obiad.Panował tu niezły gwar i ruch, nie to co na początku dnia.Byłam dosyć zaspana, choć nie powinnam.Idąc po jedzenie przecierałam oczy ze zmęczenia.Łapanie smoków było naprawdę męczące dla mózgu, mimo tego, że okulary międzywymiarowe są świetnie skonstruowane i działają bez zarzutu.
     Podeszłam do lady z jedzeniem.Co by tu wziąć?Ryż, warzywa, mięso...
-Hej, Yagrit przyszła! -ktoś krzyknął.Zaraz potem rozległy się nawoływania: "Chodź do nas!" albo "Usiądź z nami!".Ignorując ich wszystkich wzięłam obiad i ruszyłam w kierunku Elvisa i Sahary.Siedzieli w towarzystwie jakiegoś chłopaka.To nie Ramones.Gdzie on może być?
-Gri, to co ty wyczyniałaś z tym gadem było niesamowite! Trochę sporo czasu ci to zajęło...ale złapałaś czarnego!Czarny, rogaty, z kryształem na czole! -powiedział Daniel.Odruchowo złapałam się za szyję, w miejscu, gdzie powinien być kryształ.
-Myślałam, że jest granatowy a nie czarny.Gdyby nie moja ślepota to bym go nie wzięła. -uśmiechnęłam się.
-Ja także jestem pod wrażeniem.
     To był ten chłopak, który dotychczas siedział cicho.Kasztanowe włosy, markotne oblicze.
-Ferah jestem.Ty jesteś tą Yagrit z początku rankingu ogólnego? -kiwnęłam głową- Jedyna dziewczyna w pierwszej dziesiątce.Moje gratulacje.
-Ah Ferciu, zawsze jesteś taki smutnawy! -odezwała się Saharah-  Rozchmurzże się człowieku, bo wprowadzasz grobowy nastrój.Gri, nie przejmuj się nim.
-Nie będę się nim przejmować dopóki nie obniży mojego HP w grze o sto punktów za jednym zamachem. -powiedziałam z przekąsem.
-Wyzwanie przyjęte.Piąty szermierz w grze nie może się równać z drugim szermierzem.
     Zaskoczył mnie.Nie przypuszczałam, że to dwójka.
-Dobrze, numerze drugi.Ale będziemy walczyć jak władcy smoków.W powietrzu.

***
     W Świecie Smoków był ranek.Chłodny, orzeźwiający.Słońce świeciło a na niebie nie było ani jednej chmurki.Ci, którym jeszcze nie leżały postacie, wciąż się gimnastykowali i robili ćwiczenia.Nikt nie miał przy sobie smoka z wyjątkiem mnie i Feraha.Badałam ciało swojego gada bardzo dokładnie.Ten stał nie wzruszony.Nagle -jak zwykle z nikąd- pojawił się Ramones.
-Witam państwa w drugim dniu technicznym tego świata.Państwo Yagrit oraz Ferah będą mieli ten zaszczyt sprawdzenia jak działają gadziny, bronie i HP.Wy skończcie się gimnastykować, i obserwujcie.Po bitwie przydzielimy wam towarzyszy.Numer drugi i piąty, zapraszam na pole bitwy.Reszta pod drzewo, i się patrzeć.
     Miałam na sobie mój tradycyjny strój bojowy.Lekka peleryna obszyta niedźwiedzim futrem, brązowa koszulka na ramiączkach odsłaniając brzuch, czarna spódnica przecięta wzdłuż ud, skórzane kozaki.Wokół ramion oplecione koraliki i amulety, a na głowie linka trzymająca rozpuszczone włosy.Na plecach ciążył mi miecz.
     Ferah był ubrany mniej spektakularnie.Zwykły, czarny, skórzany płaszcz, lniana koszula i brązowe spodnie, a na tym fragmenty siatki zbrojnej.Miecz miał u boku.Wierzę, że to wszystko jest praktyczniejsze niż faktycznie wygląda.
-Podejdźcie do mnie, no już.Zatwierdźcie walkę.Tak, dotknij tutaj.Świetnie.Na smoki!Walka rozpocznie się za 3...2...1...W górę!
     Oba smoki poszybowały w górę.Czarne i niebieskie skrzydła musnęły ziemię tworząc zawieruchę.Stałam na łbie mojego zwierzęcia w pełnej gotowości.Miecz był jak świeżo wykuty, błyszczący i ostry jak brzytwa.Włosy falowały mi na wietrze.
-Bestio, jak skoczę, to mnie łap.Podlatuj tak, żeby mogła się od ciebie odbijać.Dobra kochanie, zaczynam.
     Smok zaryczał na znak zrozumienia.Wspięłam się na wyższy z rogów, wypatrzyłam gdzie dokładnie znajduje się Ferah, obkręciłam się i skoczyłam.Ha, tak jak w grze online.Uruchomił się skill skoku.
     Zgodnie z moimi oczekiwaniami mój przeciwnik wykonał ten sam ruch.Zamiast skrzyżować miecz, walnęłam w jego klingę, zjechałam w dół, i odbijam się w powietrzu zgodnie z możliwościami skilla.Okręciłam się błyskawicznie i rozcięłam przeciwnikowi ramię.-10 HP.Za mało siły użyłam.Ferah nie próżnował.Gdy chciałam go ciąć drugi raz, obrócił się i sparował cios.
-Czarny, rogi! -krzyknęłam.Smok od razu podleciał.Skupiłam umiejętności odbicia na jednej nodze, i wystrzeliłam w górę, odbijając się od rogów.Ferah przybrał inną taktykę -biegał po skrzydłach.
     Wymienialiśmy się się tak ciosami i cięciami już drugą godzinę.Każdy z nas miał twarz pełną zadrapań, a płaszcze wyglądały jak poszatkowane.Każdy z nas miał porysowane miecze.Każdy z nas miał równo 100/1000 HP.
-Panie szermierzu numer dwa, idzie ci całkiem przyzwoicie.Zostało mi, jak widzisz, 100 HP.Miałam się tobą nie przejmować dopóki nie odbierzesz mi ich za jednym zamachem.Droga wolna, idź i wygraj.
-Tak myślałem, że piąteczka długo nie pociągnie.Wystrzelę ci to 100 HP jednym ciosem i przegrasz.
     Rozłożyłam ramiona i pozwoliłam, by miecz mi wypadł z dłoni.Oddychałam głęboko, ale niespokojnie.Widziałam, jak skupia skille na mieczu, i przygotowuje się do ataku.Jasnoniebieskie drobinki zbierały się wokół jego broni.Przyjął szermierską postawę atakującą.Wbił stopy w ziemię, i wystrzelił.
     Jeden cios, a tyle zamieszania.Stracić ostatnie 100 HP to beznadziejne uczucie.Nie wiem, nie doświadczyłam tego.Ferah ledwo utrzymywał się na nogach, nadziany na moją broń.
-Iluzja miecza, kochany.Nie wiedziałam, że jesteś tak naiwny. -wyciągnęłam ostrze z jego ciała, i pozwoliłam by upadł.- Czarny, do mnie!
     Smok od razu podleciał, i schylił się tak nisko, że mogłam złapać za jego róg i wejść na górę.Stanęłam na środku łba w najwyższym punkcie, odrzuciłam włosy do tyłu i oparłam miecz na twardych łuskach gada.Obciążając jedno tylko biodro, krzyknęłam w stronę kasztanowowłosego:
-Z piątką się nie zadziera! Ya grit tte!
     Na niebie pojawił się duży napis "Pojedynek #1 (Ferah vs Yagrit) Wygrana: Yagrit".Byłam z siebie naprawdę dumna.Pokonując dwójkę uwierzyłam w to, że mogę pokonać jedynkę.Numer jeden na całym świecie.Czarnowłosego chłopaka, który wyłapał czerwonego gada.Skoro był jedynką, czemu pierwszy nie zawziął się na mojego czarnego?Jestem pewna, że z jego umiejętnościami złapałby takie dwa z palcem w nosie.
-Moje gratulacje! Panie i panowie, przed państwem Yagrit, zwyciężczyni pierwszego pojedynku w Świecie Smoków! -głos Ramonesa wyrwał mnie z zamyślań.- Piękny styl, dobra współpraca z gadem, oba miecze dobrze działały.
     Rozległy się wiwaty i okrzyki.Obolały przed chwilą Ferah klęcząc bił brawo.Czułam się jak bogini, mistrz tego świata.Dobrze jest pamiętać wszystkie skille, opcje, kombinacje i triki w walce.Iluzja miecza była dosyć improwizowana, ponieważ nie wiedziałam czy zadziała.Sprawność gry mnie nie zawiodła.Moje szczęście nie trwało zbyt długo.Ktoś wystrzelił strzałę w moją stronę.Z przyzwyczajenia odbiłam mieczem.Nienawidzę takich zachowań.Po szybkim rozeznaniu zobaczyłam, że zaatakowała mnie długowłosa blondynka.Choć bliżej jest do koloru złotego niż blond.
-Koleżanko, chcesz posmakować stali?Zapraszam więc na pojedynek, a nie na niepisaną potyczkę.Walcz jak kobieta wojownik, a nie jak frajer. -krzyknęłam, obracając się.Zapanowała cisza.Dziewczyna bez słowa przeciągnęła ręką w powietrzu, i zaczęła coś wystukiwać w menu."Masz wiadomość!".
"Zaimponowałaś mi, Yagrit.Chcę się z tobą zmierzyć dziś po południu w tym świecie.W chmurach, za zachodnim zboczem legowiska smoków.Znacznie wyżej." Kiwnęłam głową w jej stronę, i odpisałam. "Ya grit tte!".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz