W Świecie Smoków słońce chyliło się ku zachodowi, zalewając niebo różowym kolorem.Zrobiło się nieco chłodniej, więc zarzuciłam na ramiona płaszcz, który był dostępny w itemach.Grupa dwudziestudwóch osób zmierzała wprost na góry zalane mrokiem.Wschodnie zbocze nie należało do przyjemnych w czasie zachodu słońca.Już przy pierwszych krokach postawionych na ścieżce wiodącej na drugą stronę góry Ramones rozpoczął opowieść.
-W tym świecie istnieje podział latających gadów: smoki, dragonoidy i drakenie.Smoki to jak każdy wie, ogromne, dostojne bestie.Są największe i nadają się do bitew powietrznych.Teraz w systemie nie mamy smoków-mędrców, te dopiero powstaną gdy wyrosną ze średniaków, czyli z tych, które posiadamy obecnie.Średnie smoki są rozmiaru dorosłych dragonoidów.Dragonoidy są mniej wytrzymałe od smoków, ale za to można na nich walczyć niżej.Czasem trafiają się karykatury wyprodukowane przez system, i dragonoid jest na tyle mały, że może poruszać się swobodnie latając w lesie między drzewami.No i zostały ostatnie, drakenie -Ramones był już lekko zasapany- To są najbrutalniejsze z latających gadów.Nie znoszą zimnego klimatu, uwielbiają taplać się w lawie w okolicy wulkanów.Mało kiedy dają się oswoić, więc za nie się nie bierzemy.Musielibyśmy przemierzyć dwie godziny lotu dragonoidem stąd, by je znaleźć.Chwila postoju.
Została nam jeszcze jedna czwarta drogi do gadzich gniazd przy szczycie.Myślę, że łapanie smoka będzie jeszcze bardziej fascynujące tutaj niż w grze online.
-Dobra, idziemy dalej -krzyknął nasz mentor- Niewiele mi czasu zostało żeby wam opowiedzieć jak się łapie smoka.Otóż nie jest to sprawa taka prosta, bo tak naprawdę wszystko zależy od gadziny.Pamiętajcie, że im ciemniejsza, tym trudniej ją złapać, ale mówię wam, że będzie warto.Jeżeli ktoś nie czuje się dziś na siłach by złapać ciemnego gada, nigdy nie będzie miał na to sił.To, co dzisiaj złapiecie będziecie mieli już do końca życia.Wracając -kontynuował.- Aby złapać smoka lub dragonoida, musicie najpierw złapać z nim kontakt wzrokowy.Niech wie, co szykujecie.Wszystkie gady aż do koloru niebieskiego mają kryształ na szyi -te ciemniejsze już na czole.Musicie dotknąć tego kryształu.Wtedy zwierzę będzie wasze, i odda wam kawałek kryształu, który przymocujecie sobie w szyi.Wejdzie tam naturalnie, nie obawiajcie się.-zatrzymał się i popatrzył w górę- Oho, jesteśmy na szczycie.Poczekajcie, pójdę się rozejrzeć.
-Yagrit, jak myślisz, co uda ci się złapać? -spytał niepewnie Elvis.
-Zobaczę który ładny.Ale postaram się celować powyżej koloru niebieskiego.
-Dobra, idziecie po kolei! -krzyknął Ramones- Pamiętajcie, wyjdźcie spokojnie i od razu łapcie kontakt wzrokowy.Reszta nie wychylać się za bardzo.Idziemy numerami.Jak złapiecie smoka, to polećcie w górę, wtedy wystartuje następny numer.Jedynka, ruszaj się!
Pierwszy był blady jak trup chłopak.Miał średniej długości czarne włosy.Opatulony był skórzanym płaszczem.Kroczył powoli, spokojnie.Wyłapał czerwonego smoka.Numer dwa był bardzo wysoki, obstawiałabym z metr dziewięćdziesiąt.Oswoił jasnoniebieskiego.Trójka i Czwórka, chyba bracia bliźniacy -dwa pomarańczowe.I numer pięć.Czyli ja.
W moje oczy rzucił się duży, granatowy smok.Miał jasnoniebieski kryształ n a c z o l e.Będzie poważnie.Gdy zagwizdałam, ten obrócił się błyskawicznie.Popatrzyłam mu się w oczy.Był jak sparaliżowany.Ha, jak prosto...Podeszłam bliżej, i wtedy się poruszył.Nie delikatnie, nie subtelnie, ale zatrząsł głową i z rykiem wzbił się w powietrze.Wysiliłam się maksymalnie i pobiegłam sprintem.Odbiłam się od ziemi i wskoczyłam mu na ogon.Będziesz mój, rozumiesz?! Pięłam się bo granatowych łuskach co raz wyżej i wyżej.Musiałam odwrócić głowę, bo ostry wiatr wprawiał w łzawienie moje oczy.Bestia zaczęła wirować.Jestem już na płytkach szyi, nie mogę spaść!Nie spadnę!Choć myślałam tak a nie inaczej, kolejne palce odrywały mi się po kolei.Łapczywie chwytałam się czego popadnie.Jeszcze tylko troszkę...Gdy złapałam za jego ogromne rogi, zaczął potrząsać głową w lewo i prawo.Ledwo stałam na nogach.Ostatkami sił wyciągnęłam rękę jak najdalej, i mocno uderzyłam nią w czoło smoka.
-Bę...dziesz...MÓJ!
Ryknęliśmy oboje.Ja cała się trzęsłam, a on się zatrzymał w locie.Ułożył się w takiej pozycji bym nie spadła i lewitował.Nie, on lekko ruszał skrzydłami i dał się nieść przez wiatr.Nad jego czołem unosił się mały, jasnoniebieski kryształek.Na gumowych nogach podeszłam bliżej i dotknęłam go, a ten zaczął lecieć w moją stronę i delikatnie zatopił się w mojej szyi.Czułam każdą łuskę, ciężar skrzydeł i ogrom zębów.Czułam skurcze mięśni i bicie serca.Ja przez tą jedną chwilę po prostu byłam smokiem.Gdy się ocknęłam z tego stanu, niebo znacznie pociemniało.Widać było całe galaktyki.Ciepły wiatr opływał ciało moje i smoka.Było tak błogo.Wstałam i chwyciwszy się jednego z rogów zerknęłam na dół.Wierny od tego dnia gad zataczał kręgi nad legowiskiem dragonoidów.
-Hej, leć na zachodnie zbocze góry.Chcę zobaczyć co tam jest.
Smok posłusznie poleciał tam gdzie chciałam.Zgodnie z moimi oczekiwaniami paliło się tam ognisko.Ale zamiast dwudziestudwóch ludzi siedział tam tylko jeden.A obok niego granatowy smok.Sygnał ostrzegawczy.Teraz.Smok cicho zaryczał.Postać siedząca przy ognisku popatrzyła się w górę, a za jej śladem poszedł gad.Od razu wzbili się w powietrze.
-O, to ty Ramones -powiedziałam ze zdziwieniem- Nie przypuszczałam, że to właśnie ty zostaniesz.
-Kazałem świeżakom zostawić smoki i się wylogować.Twój czarny wpadał w szał kiedy próbowaliśmy się do niego zbliżyć, więc ktoś musiał poczekać aż wszystko się uspokoi.
-Przecież dałabym radę się wylogować sama, nie potrzebuję do tego przewodnika...a on nie jest czarny, tylko granatowy.
-Każdy czarny ma granatowy połysk. -otworzyłam szerzej oczy- Bardzo się zdziwiłem, że idziesz na całość.Dosyć gadania, musimy zdążyć zanim obiad wystygnie.Ląduj przy legowisku.
Zanurkowaliśmy.Pierwsze lądowanie poszło znakomicie.
-Dobranoc, kochany -powiedziałam do swojego smoka i pieszczotliwie go podrapałam po żuchwie.Ma tak grubą skórę, że nie wiem czy coś czuje, ale liczy się gest.Przeciągnęłam ręką w powietrzu.- Do zobaczenia na obiedzie, Ramones.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz