Wstałam z łóżka i udałam się do stołówki na poziomie -1.Po za kilkoma ludźmi porozrzucanymi po kątach było tu całkiem pusto.Wzięłam tacę i zaczęłam komponować danie tak wyszukane, że nie ma opcji by pojawiło się w Świecie Smoków.Na talerzu wylądowały krewetki tygrysie, mięso pawia, sajgonki, sałatka hawajska i inne tego pokroju przysmaki.
Jedząc, zaczęła mnie zastanawiać pewna rzecz -skoro Ramones jest alfa-testerem, to jakim cudem znajduje się w tym świecie?Wiadomo, że zabito ich ciała, a umysły zatrzymano w grze.Może jego jedynego tak zostawili, żeby, no nie wiem, kontrolował jakąś część gry z tego wymiaru?Drugą opcją był hologram.To by wytłumaczało dlaczego materializuje się "znikąd".Moja głowa była już wszystkim przeładowana.Trochę strachem, trochę odpowiedzialnością za beta testerów, którzy obecnie chodzą za Ramonesem jak przedszkolaki.To wszystko było równie ciekawe jak przerażające.Odłożyłam pusty talerz i udałam się do pokoju.
Wszyscy tak słodko spali, pogrążeni w innym wymiarze.Głucho, cicho.Nikt nie przypuszcza, że to miejsce stanie się miejscem mordu.Mam nadzieję, że zabiją nas w sposób humanitarny.Na przykład podłączą nas do kroplówki z trucizną, albo wcisną kulkę w potylicę.Kto będzie tym, który przekaże nam wiadomość o śmierci ciał?Nie myśląc więcej o tym okropieństwie założyłam okulary, i weszłam do innego wymiaru.
***
Tutaj już świtało.Nie mogłam doczekać się wieczoru, w którym to być może dowiem się nowych, przydatnych rzeczy.Teraz już wiem, że łażenie za Ramonesem się nie opłaca.Zagwizdałam na smoka, który spadł z nieba jak piorun przecinający ciszę przed burzą.-Dopóki sam nie wyjawisz mi swojego imienia, będziesz Burza.Będę odmieniać wszystko po męsku, a imię dostaniesz babskie.W końcu nie wiem, czyś chłop czyś baba, Tego mnie mentor nie nauczył.Dziś lecimy dalej niż szare góry.
Smok zaryczał -chyba na znak zadowolenia, ale nie jestem pewna.Będę musiała poznać jego ciało, duszę, umysł i zachowania.Zobaczę co lubi jeść, gdzie jest jego słaby punkt, czy lubi drapanie za uchem...Na razie wiem tyle, że jest wierny i kochany.Ciekawe, czy posiada jakieś dodatkowe moce.Mam tyle do odkrycia.
Za szarymi górami było mniej pięknie, niż na naszej polance.Wszystko było pokryte śniegiem w różnym stopniu.Przebywając w obrębie zieleni zupełnie zapomniałam, że tu także panuje zima.To, co znajdowało się przede mną było tak ogromne, że nie nazwałabym tego tylko górami.To były kolosy.Wyższe od ziemskiego Mont Everest co najmniej dwa razy.Między nimi znajdowała się równie ogromna nizina.Zupełnie płaska, bez żadnych wzniesień.Idealna pod całkiem spore miasto.
Przelecenie przez góry okazało się niemożliwe tego dnia.Za ostatnim z kolosów, tuż nad mniejszymi górami rozpętała się śnieżyca.Wiatr o sile huraganu zdmuchiwał smoka z toru lotu, a ja nie miałam serca go tak męczyć.Czy to początek miłości do gadziny?Byłam tak szczelnie owinięta płaszczem jak tylko mogłam, a mimo to było mi zimno.Nagle Burza zamruczał cicho, i zwrócił łeb w lewo.
-Co jest? -pomyślałam.Równie niespodziewanie jak przed chwilą, smok rzucił się w górę tak szybko, jak było to możliwe.Musiałam mocno chwycić się jednego z rogów, by nie spaść.Już miałam na niego krzyknąć, jednak nie zrobiłam tego.
Pod nami przelatywało kilkadziesiąt gadów w różnych kolorach.Widok był niesamowity.Nie myśląc wcale, wzięłam rozbieg i skoczyłam na dół z nadzieją, że w jakiegoś trafię.Zerknęłam na Burzę.Jego oczy wyrażały niedowierzanie i litość.Uśmiechnęłam się by wiedział, że wszystko jest ok.
Spadłam na czarnego gada.Ja to mam szczęście w tej grze.Same węgle mi się trafiają.Proszę, nie zarycz, proszę, nie zarycz.Wyczuwałam jakieś dziwne połączenie między mną a tym gadem.Gdyby smok wydał choć minimalny dźwięk, byłoby już po mnie, a tego bym raczej nie chciała.O dziwo tego nie zrobił.Byłam owinięta wokół jego ogona i starałam się nie spaść.Chowałam się między jego rogami.To było naprawdę spore zwierzę.Serce biło mi jak szalone, gdy smok obok zaczynał się zbliżać łbem do tego gada.Pasażerowie na gapę zawsze mają przerąbane.
Gdy dotarliśmy do celu, nie mogłam się ruszyć.Moje ciało zwyczajnie zamarzło.Ruszać mogłam jedynie głową, która nie zamarzła mi od ciągłego machania nią i szczękania zębami.Jakimś cudem udało mi się zgiąć obie nogi.Skoro dotarłam aż tutaj, nie będę siedzieć w miejscu tylko dlatego, że lodowacieję.Zeskoczyłam z ogona i udałam się na krótkie rozeznanie w terenie.Smoki gromadziły się wokół gigantycznego paleniska.Poruszałam się w ich cieniach tak, by mnie nie widziały.Mam nadzieję, że mają mordy oblepione śniegiem.Podczas przechodzenia pod jednym z zielonych smoków nadziałam się delikatnie na coś ostrego.Wyciągnęłam rękę za siebie, i bez paniki zaczęłam badać przedmiot.Jak na lód jest to zbyt ciepłe, a jak na róg smoka zbyt śliskie.Więc zostało tylko jedno.
-Myślisz, że nie rozstawiamy straży przy smokach, co koleżko? No już, ściągaj ten kaptur, albo cię przekłuję. -to powiedział głos tuż za mną.Co robić?Zgrywać jednego z...nich? Czy może od razu powiedzieć prawdę.Po prostu ściągnę ten cholerny kaptur i się obrócę.
Mężczyzna -nie, raczej chłopak, zrobił dość krzywą minę, gdy zobaczył moją twarz.Był ode mnie znacznie wyższy, ale włosy miał tak samo długie jak ja, a może nawet dłuższe.Przez chwilę wydawał się bardzo sympatyczny, jednak z powrotem wygiął twarz w grymasie, i mówił dalej.
-Coś ty za jedna?Z jakiego oddziału jesteś?Co ty tu w ogóle robisz?A z resztą, pogadamy sobie przy palenisku.Zobaczymy, czy ogień zapłonie krwawą barwą.
Śmiesznie.Przecież nie mogę tu umrzeć.Moja jedyna śmierć to wylogowanie.Uśmiechnęłam się więc, i poszłam przed siebie z mieczem przy plecach.
Przy wspomnianym wcześniej palenisku stał duży, zastawiony jedzeniem stół i porozrzucane pieńki.Wszystko to obsiadywali ludzie -więksi, mniejsi, kobiety i mężczyźni w różnym wieku.Każdy trzymał kufel piwa w ręku.Wygląda na to, że byli właśnie w środku biesiady, albo jakiegoś spotkania.Wyglądali całkiem przyjaźnie, śmiejąc się i rozmawiając.Na mój widok wszyscy ucichli.
-Hej, Koszka, znasz tą jedną? -krzyknął chłopak za mną.Koszką okazała się wysoka, dorosła kobieta ubrana w bordową suknię tak samo przeciętą na udach jak moja spódnica, w szare futro i liczne skórzane dodatki.
-Czemu jej nie spytasz kim jest? -odpowiedziała.- Nie widziałam jej nigdy wcześniej.Pewnie to nic nie warte nowe beciątko, które nie jest niczego świadome.I tak nie dasz rady jej zabić, bo na razie jest nieśmiertelna.Wyrzuć ją na śnieg, jak zmądrzeje to się wyloguje.Gdzie masz smoka, złotko?A może przegrany Ramones jeszcze wam nie kazał łapać gadzin?
-Jest zbyt młody, żeby tu przylecieć.W takich huraganach to by mu skrzydła rozerwało.
-Pewnie jest biały jak śnieg.Widać, żeś nic nie warta. -na słowa kobiety wszyscy ryknęli gromkim śmiechem.- A może chcesz się przetestować?
Wiem, czego oczekuje.Chce, żebym teraz się zatrzęsła ze strachu, odmówiła, i uciekła w te pędy.
-Chętnie -odpowiedziałam z cwanym uśmieszkiem- Ale to grozi dewastacją waszej siedziby.
Siedzący wokół ludzie umilkli.Odezwał się tylko jeden z nich.
-Daj jej spokój, Koszka, widać przecież że zmieciesz ją raz dwa.
To był Płomyk.Miły, rudy chłopak.Pewnie to tutaj miał mnie zabrać.Zaskoczenie wymalowało mi się na twarzy -tak czułam.
- Nie odpuszczam nigdy.Ten, kto raz mnie wyzwał, wyzionął ducha, i dobrze o tym wiecie.-kobieta powiedziała to wyniosłym głosem, po czym podniosła ton jeszcze bardziej.- Za dwa miesiące, gdy staniesz się śmiertelna, zmierzymy się pod ostrymi górami w wyznaczonym przez mnie miejscu.Nie przyjmuję odmowy. -przesunęła ręką w powietrzu, i po chwili przed moją twarzą pojawił się napis: "Pojedynek #3 (Koszka vs Yagrit) -24.03.21- Czy akceptujesz?"
"AKCEPTOWANE".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz